Wczoraj – 09.06.2026 r. – brałam udział z ramienia Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych udział w posiedzeniu komisji ds. zdrowia w związku z procedowaniem zmian do ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta tzw. „Lex szarlatan”.

Moje spostrzeżenia są takie, że społeczeństwo i potencjalni pacjenci nie mamy pojęcia co te zmiany za sobą niosą i jaki jest ich cel.

Panuje przekonanie, że pacjenci będą mieli ograniczoną wolność wyboru metod leczenia czy też terapii a także, że w wyniku zmian z rynku znikną usługi świadczone przez zielarzy, joginów czy masażystów.

Nie o tym są te zmiany.

Natomiast nie dziwię się już skąd panuje tak błędne przekonanie o tym, co te przepisy zmienią.

Otóż usłyszałam jako koronne argumenty przeciwko wprowadzanym zmianą:

  1. zmiany te wspierane są przez BigFarme (w sumie to standardowy argument przeciwników medycyny), bo lekarze przepisują chorym ludziom leki,
  2. zakaz publicznego rozpowszechniania informacji o tym, że dana metoda lecznicza szkodzi pacjentom godzi w swobodę wypowiedzi i narusza wolność wypowiedzi,
  3. ogromna obawa o to, jak Rzecznik Praw Pacjenta ustali jakie działania czy stosowane terapie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną ( a tylko działanie z aktualną wiedzą medyczną jest dopuszczalne), czyli co jest tym EBM?

 

Ad 1) Hmm lekarzem nie jestem, ale myślę sobie, że jeśli do lekarza trafia pacjent CHORY to trudno oczekiwać, aby lekarz nie zalecił mu stosowania farmakologii… Czym innym jest profilaktyka – wtedy to słynne „pobiegaj sobie”, aby ewentualnie zapobiec depresji może ma sens, ale jeśli przykładowo do psychiatry trafia pacjent z depresją to trudno oczekiwać, aby lekarz zalecił mu tylko aktywność fizyczną.

 

Ad 2) Gdyby wprowadzane zmiany zakazywały publicznych wypowiedzi na temat skuteczności stosowanych metod leczenia to faktycznie można by się obawiać, że dążymy do zabrania nam wolności słowa.

Ale tak nie jest.

 

Lex szarlatan broni przed takimi wypowiedziami, czyli publicznym rozpowszechnianiu lub promowaniu:

  1. metody diagnostycznej lub leczniczej lub metody, w przypadku której deklaruje się lub sugeruje, że ma właściwości świadczenia zdrowotnego, niezgodnej z aktualną wiedzą medyczną, zagrażającej życiu lub zdrowiu, w szczególności przez podawanie nieprawdziwych informacji dotyczących zastosowania danej metody jako skutecznej i bezpiecznej w diagnozowaniu lub leczeniu, lub
  2. szkodliwości lub nieskuteczności stosowania metody diagnostycznej lub leczniczej zgodnej z aktualną wiedzą medyczną, w szczególności przez podawanie nieprawdziwych informacji na temat tej metody lub zniekształcenie informacji o niej, lub takie przedstawienie informacji o tej metodzie, które może wywołać u pacjenta wrażenie, że jest ona szkodliwa lub nieskuteczna

ALE TYLKO WÓWCZAS, gdy jest ona podejmowana W CELU OSIĄGNIĘCIA KORZYŚCI MAJĄTKOWEJ LUB OSOBISTEJ.

Zatem jeśli ktoś nam publicznie oświadcza, że leki na depresje nam szkodzą i nie pomogą, gdyż wystarczy podejmować aktywność fizyczną, ale za kilka dni zaczyna promować swój płatny kurs „jak wyleczyć depresję bez leków” – wówczas taka osoba, może obawiać się, że Lex szarlatan znajdzie zastosowanie.

I to jest clue tych zmian.

Mamy całą masę internetowych twórców, którzy tworzą mity medyczne, straszą pacjentów lekarzami, odwodzą nas kategorycznie od leczenia, aby potem nakłonić nas do zainwestowania w ich produkty i usługi, które absolutnie nie mają szans na pomoc w naszych schorzeniach a wielokrotnie nam szkodzą.

Takie osoby nie dość, że zarabiają na naszym zdrowiu, to jeszcze są bezkarne tak długo dopóki nie spowodują śmierci leczonej przez siebie osoby.

Choć nawet wtedy, wobec aktualnego stanu prawnego, jeszcze i tak mogą szkodzić innym zanim ostatecznie zostaną ukarani.

 

Ad 3) I wreszcie wiele osób się zastanawiało co to jest to „evidence based medicine” i w jaki sposób Rzecznik Praw Pacjenta ustali sobie, co jest zgodne z aktualną wiedzą medyczną a co nie jest, gdyż nie stworzono żadnego katalogu procedur uznanych za zgodne EBM.

Mało tego przecież medycyna idzie do przodu, rozwija się, więc nie da się ustalić co jest aktualną wiedzą medyczną.

Absolutnie byłam zdziwiona taką argumentacją.

Przecież to pojęcie jest znane medycynie od setek lat… I tak, medycyna się rozwija, to co kiedyś było uznane za aktualne, aktualne już nie jest.

Dlatego medycyna jest nauką, z którą należy być na bieżąco i tego oczekuje się od lekarzy. Lekarze muszą ten obowiązek spełniać, ciągle się dokształcając. Oczywiste.

Ponadto, przecież istotą sporu o błędy medyczne jest przecież ustalenie czy lekarz udzielając świadczeń zdrowotnych działał z aktualną wiedzą medyczną.

Jakoś w trakcie procesów nikt nie podnosi, że to niemożliwe, aby ocenić, czy lekarz działał zgodne z EMB… Takie ustalenia na co dzień są podejmowane przez prokuraturę, sądy cywilne, sądy karne, czy sądy lekarskie…. I nikt nie bije na alarm z tego powodu.

Dodatkowo przecież nigdy nie oceniamy danego zdarzenia medycznego post factum tylko ustalamy czy w momencie podjęcia działania medycznego czy też jego zaniechania było ono zgodne z EBM. Zatem wszelkie argumenty, że medycyna się rozwija i dlatego nie można uznać, iż coś jest aktualne a za chwilę nie jest, nie powinno budzić obaw i być argumentem przeciwko.

Naprawdę powyższe obawy są irracjonalne i niestety wywołują niepotrzebne obawy wśród nas potencjalnych pacjentów/klientów.

 

 

 

FacebookLinkedInEmailPrint