31 lipca 2026 r. Sejm zakończył prace nad ustawą potocznie określaną jako „lex szarlatan”. Po przyjęciu poprawek Senatu ustawa trafił do podpisu Prezydenta RP. Jeszcze zanim zaczęła obowiązywać, wywołała ogromne emocje.
Jedni twierdzą, że wreszcie państwo skutecznie rozprawi się z pseudomedycyną. Inni przekonują, że nowe przepisy ograniczą wolność słowa i mogą prowadzić do nadmiernej ingerencji w działalność osób zajmujących się edukacją zdrowotną.
Gdzie leży prawda?
Jako przedstawicielki strony społecznej miałyśmy możliwość uczestniczyć w pracach Komisji Zdrowia nad tym projektem. Dlatego zamiast analizować ustawę przepis po przepisie, chcemy odpowiedzieć na pytania, które od kilku miesięcy najczęściej słyszymy od lekarzy, właścicieli podmiotów leczniczych, ale również od pacjentów.
Dlaczego w ogóle powstała ta ustawa?
Nie dlatego, że nagle pojawiła się pseudomedycyna. Ona istniała od lat. Zmieniła się jednak skala zjawiska. Dziś wystarczy telefon komórkowy i konto w mediach społecznościowych, aby w ciągu kilku godzin dotrzeć do setek tysięcy odbiorców. Coraz częściej decyzje dotyczące zdrowia podejmowane są nie po rozmowie z lekarzem, ale po obejrzeniu kilkudziesięciosekundowego filmu w internecie. Najbardziej niepokojące są sytuacje, w których osoby nieposiadające odpowiednich kwalifikacji przekonują do rezygnacji z leczenia, podważają skuteczność terapii opartych na aktualnej wiedzy medycznej albo oferują „cudowne” metody mające zastąpić diagnostykę i leczenie.
To właśnie takie zjawiska stały się impulsem do przygotowania nowych przepisów.
Czy wcześniej brakowało odpowiednich regulacji?
Nie. Polskie prawo już wcześniej przewidywało możliwość reagowania na wiele nieuczciwych praktyk. Problem polegał jednak na tym, że rzeczywistość zmieniła się znacznie szybciej niż przepisy. Internet stworzył zupełnie nowy rynek usług związanych ze zdrowiem. Granica pomiędzy rzetelną edukacją, marketingiem i działalnością mogącą wprowadzać pacjentów w błąd zaczęła się zacierać. Nowa ustawa jest próbą odpowiedzi właśnie na te wyzwania.
Co rzeczywiście zmienia?
Choć głównym założeniem projektu było zwiększenie ochrony pacjentów przed praktykami mogącymi zagrażać ich zdrowiu, w praktyce skutki nowych przepisów mogą wykraczać poza ten obszar. Dlatego tak istotne będzie, w jaki sposób będą one interpretowane i stosowane. Coraz większego znaczenia nabiera bowiem odpowiedzialna komunikacja. To, co i w jaki sposób publikujemy w mediach społecznościowych, jak opisujemy usługi medyczne czy współprace z partnerami biznesowymi, staje się dziś elementem zarządzania ryzykiem prawnym.
Dlaczego ustawa budzi aż tyle emocji?
Bo dotyka dwóch niezwykle ważnych wartości. Z jednej strony mamy obowiązek ochrony pacjentów przed działaniami, które mogą prowadzić do utraty zdrowia lub życia. Z drugiej – wolność wypowiedzi, działalności edukacyjnej i gospodarczej. To właśnie znalezienie równowagi pomiędzy tymi wartościami było jednym z największych wyzwań podczas prac nad ustawą. I właśnie dlatego dyskusja wokół nowych przepisów jest tak gorąca. Warto jednak pamiętać, że emocje nie powinny zastępować analizy. O tym, jakie znaczenie będzie miała ta ustawa w praktyce, zdecyduje nie tylko jej treść, ale przede wszystkim sposób, w jaki będzie stosowana przez właściwe organy.
Fakty zamiast emocji
Czy lex szarlatan rozwiąże problem pseudomedycyny? Nie. Żadna ustawa nie sprawi, że z dnia na dzień z internetu znikną osoby rozpowszechniające nieprawdziwe informacje dotyczące zdrowia.
Czy nowe przepisy były potrzebne? W naszej ocenie trudno ignorować fakt, że rynek usług związanych ze zdrowiem zmienił się diametralnie. Dziś decyzje pacjentów coraz częściej kształtowane są nie w gabinecie lekarskim, ale na ekranie telefonu. Państwo nie mogło pozostać obojętne na to zjawisko.
To dopiero początek
„Lex szarlatan” z pewnością nie zakończy dyskusji o granicach odpowiedzialności za informacje dotyczące zdrowia. Można wręcz powiedzieć, że ta dyskusja dopiero się rozpoczyna. Dlatego w kolejnych artykułach przyjrzymy się bardziej szczegółowo najważniejszym zagadnieniom związanym z nowymi przepisami. Odpowiemy między innymi na pytania, czy lekarze rzeczywiście mają się czego obawiać, gdzie przebiega granica między edukacją zdrowotną a działalnością mogącą naruszać nowe regulacje oraz jakie praktyczne znaczenie ustawa może mieć dla podmiotów leczniczych i osób aktywnych w mediach społecznościowych.
Bo naszym celem nie jest komentowanie nagłówków. Naszym celem jest wyjaśnianie prawa w sposób, który pomaga lekarzom i podmiotom leczniczym bezpiecznie wykonywać swoją pracę.






