Autor: Aleksandra Powierża Strona 1 z 26

Odpowiedzialność pediatry – Analiza przypadku

Wszystkie przypadki związane z niepowodzeniami czy też błędami  medycznymi nie są przyjemne. Ale najtrudniejsze są te z udziałem dzieci. Dzisiejsza Analiza przypadku, przedstawi Wam właśnie taką sytuację. 

 

Wieczorem 23 listopada 2014 r. Małoletnia (czteromiesięczna dziewczynka) O. dostała wysokiej temperatury. Matka pacjentki myślała, że było to spowodowane ząbkowaniem, dlatego ojciec pacjentki kupił w aptece leki przeciwgorączkowe, po podaniu których gorączka zmalała. Nad ranem znów gorączka wzrosła. Około godz. 10.00 matka zauważyła, że córka jest cała mokra, gorąca i ma zimne ręce. Próbowała dodzwonić się do przychodni, ale nikt nie odbierał. Około godziny 10.50 rodzice udali się do przychodni w G. Pani w rejestracji powiedziała im, że lekarz pediatra ich nie przyjmie, bo jest zarejestrowanych dużo pacjentów. Matka zwróciła uwagę, że dziecko ma 4 miesiące i ma bardzo wysoką temperaturę. Rejestratorka skierowała matkę pacjentki bezpośrednio do lekarza pediatry, która przyjmowała w danym dniu, aby zapytać czy zostaną przyjęci. Doktor G. nie zgodziła się, gdyż na korytarzu oczekiwali inni pacjenci z trójką dzieci, które były zapisane na wizytę. Matka powiedziała lekarzowi jakie objawy ma ich dziecko, w tym, że ma wysoką temperaturę, jest blade i ma sine usta. Pediatra przekazała, że mają zarejestrować córkę na godziny popołudniowe i zbijać temperaturę tymi samymi lekami, które stosowali wcześniej. O godz. 11.23 matka zarejestrowała córkę na godz. 15.20. Ze względu na niepokojące objawy rodzice O. uznali jednak, że to dość długi czas i udali się do przychodni (…) na ul. (…) w G. Tam nie zostali przyjęci z uwagi na to, że O. nie należała do tej przychodni. Kazano im jechać do szpitala. W szpitalu, po zdjęciu dziecku czapki, matka zauważyła na twarzy i na klatce piersiowej wybroczyny – czerwono-sine kropki. O godz. 12.06 dziewczynką zajął się lekarz dyżurujący na oddziale dziecięcym. Dziecko trafiło do niego w stanie ciężkim. Po zbadaniu pacjentki, lekarz zadecydował o przyjęciu O. na Oddział. Podejrzewał u dziecka wystąpienie wstrząsu septycznego, który może towarzyszyć posocznicy i dlatego podjął decyzję o hospitalizacji. Po przyjęciu na oddział wdrożono leczenie – płynoterapię i antybiotykoterapię. Dziecko zostało zaintubowane przez anestezjologa. Małoletnia O. była w stanie ciężkim, a jej stan zdrowia się pogarszał. Anestezjolog podjął decyzję o przekazaniu dziecka do szpitala o wyższym stopniu referencyjności. W tym szpitalu O. była leczona od 24 listopada 2014 r. od godz. 14.52 do 25 listopada 2014 r. do godz. 13.15. Pomimo wielokierunkowego leczenia nie uzyskano poprawy stanu dziecka, stwierdzono cechy rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego i głębokiej kwasicy. W dniu 25 listopada 2014 r. o godz. 13.15 O. zmarła. Prokuratura Okręgowa oskarżyła lekarza pediatrę o to, że w dniu 24 listopada 2014 r. będąc zobowiązaną do wykonywania zawodu lekarza zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością, w tym do udzielania w stanach nagłych zachorowań świadczeniobiorcom spoza listy i z tego tytułu opieki nad pacjentem tej przychodni 4-miesięczną O., na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w ustalonych okolicznościach, po uzyskaniu wywiadu od matki o stanie jej zdrowia, dopuściła się błędu lekarskiego z zakresu etyki lekarskiej i dobrej praktyki pediatrycznej polegającego na tym, że bez przedmiotowego badania odmówiła niezwłocznego przyjęcia niemowlęcia będącego w stanie bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia, czym spowodowała opóźnienie zastosowania prawidłowej intensywnej terapii, co mogło być szansą na uratowanie dziecka. W toku procesu obrona wnioskowała o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych z instytutu medycznego w Ł. Opinia sporządzona przez troje specjalistów w dziedzinie pediatrii wskazywała, że niezależnie od liczby osób już zarejestrowanych do poradni i oczekujących na wizytę, lekarz pediatra powinna zbadać dziewczynkę. Po wykonaniu badania z dużym prawdopodobieństwem zostałaby podjęta decyzja o konieczności hospitalizacji dziecka i przewiezieniu karetką pogotowia ratunkowego do szpitala. Zaniechanie wykonania badania lekarskiego u O. stanowi błąd medyczny decyzyjny. Nie można jednak uznać, że błąd ten spowodował narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ponieważ O. w relatywnie krótkim czasie od pobytu w (…) w G. (wg. zeznań matki około godz. 10.50, wg. wydruku rejestracji wizyty około godz. 11.23) znalazła się w szpitalu (przyjęcie do (…) Szpitala im. (…) w G. godzina 12.06). Brak jest zatem podstaw do przyjęcia, że takie – maksymalnie ok. godzinne – opóźnienie w hospitalizacji i leczeniu dziecka, znacząco zmniejszyło szansę pacjentki na przeżycie. Biegli nie stwierdzili jednoznacznie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy nieprawidłowym postępowaniem lekarza a zgonem dziecka. Posocznica o tak szybkim przebiegu, z towarzyszącym zespołem wykrzepiania wewnątrznaczyniowego, jest obarczona wysoką śmiertelnością, nawet przy prawidłowo i szybko udzielonej pomocy medycznej. Biegli podkreślili, że wysoka śmiertelność zwłaszcza niemowląt w wieku 3-12 miesięcy, najczęściej narażonych na posocznicę (sepsę) meningokową, nie pozwala jednak na jednoznaczne stwierdzenie, że zaniechanie badania było przynajmniej jedną z przyczyn zdynamizowania procesu chorobowego i w konsekwencji śmierci O. Piorunująco szybki rozwój choroby u małego niemowlęcia wskazuje, że ryzyko zgonu było a priori bardzo wysokie, a tym samym, być może nawet natychmiastowa intensywna terapia nie dawała gwarancji uratowania życia dziecka. Biegli przeanalizowali szczegółowo czas jaki mogłaby zyskać dziewczynka, gdyby świadczenie zdrowotne zostało jej udzielone w pierwszej przychodni, a nie dopiero na oddziale szpitalnym. Nawet gdyby pediatra zbadała dziewczynkę i niezwłocznie przystąpiła do leczenia sepsy, to ze względu na fakt, iż dziewczynka byłaby zdiagnozowana w przychodni ogólnej, musiałaby zostać przewieziona do oddziału szpitalnego celem wdrożenia antybiotykoterapii. Dla stwierdzenia obecności związku przyczynowo – skutkowego wymagane jest wykazanie jego prawdopodobieństwa, tj. związku przyczynowo – skutkowego graniczącego z pewnością. Tymczasem proces chorobowy, który dotyczył niemowlęcia O., przebiegał niezwykle szybko i był obarczony wysokim ryzykiem zgonu. Można przyjąć, że wcześniejsze (ok. 1 godz.) podanie antybiotyków i zastosowanie leczenia ogólnego dawało jakąś bliżej nieokreśloną szansę uratowania życia dziecka, nie sposób jednak stwierdzić jednoznacznie, jaka byłaby to szansa. W ocenie biegłych, byłaby to szansa niewielka. W takim stanie faktyczny wyrokiem z dnia 11 maja 2021 r. Sąd Rejonowy uniewinnił lekarkę od zarzucanego jej czynu. Sąd Okręgowy wyrokiem z dnia 10 grudnia 2021 r. wyrok sądu I instancji utrzymał w mocy. W przedmiotowej sprawie Sąd wziął pod uwagę, okoliczności jakie podnosiła obrona, pomimo obowiązku zbadania dziecka, brak takiego badania nie przyczynił się w sposób bezpośredni lub pośredni do śmierci dziecka, gdyż ze względu na skalę choroby nie można jednoznacznie stwierdzić, czy dziewczynka przeżyłaby, gdyby postawiono diagnozę już w pierwszej przychodni.

Sprawy prawne w medycynie rzadko są zero-jedynkowe.

Jeśli potrzebujecie spokojnej, merytorycznej konsultacji, zapraszamy do kontaktu:

📩 kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Istota wyników badania cytologicznego – Analiza przypadku

Dziś zapraszamy na  Analizę przypadku istotną z punktu widzenia lekarzy ginekologów.

 

Pacjentka w latach 2006-2012 leczyła się w ramach opieki komercyjnej u lekarza ginekologa. Wizyty miały charakter nieregularny i doraźny. Pierwsza wizyta pacjentki w gabinecie miała miejsce dnia 8 sierpnia 2006 r., kolejna w dniu 8 maja 2007 r. Podczas tej wizyty pacjentka odmówiła badania ginekologicznego wskazując, że zostało ono wykonane niedawno przez innego lekarza. Pacjentka przedłożyła wynik badania cytologicznego z kwietnia 2007 r., z którego wynikała (…) grupa wg Papanicolaou. Przedstawiła też wyniki badania USG/TV, na którym stwierdzono mięśniaka (…). Otrzymała leczenie i zalecenie następnej wizyty wraz z wynikami badań laboratoryjnych. Kolejna wizyta odbyła się 1 sierpnia 2007 r.

Podczas wizyty dnia 16 października 2007 r., zostało wyjaśnione, że pacjentka odstawiła zalecony lek ze względu na (kwestie prywatne). Po wykonaniu badania otrzymała leczenie przeciwzapalne oraz zalecenie wykonania badań laboratoryjnych z uwagi na brak ich wykonania mimo wcześniejszych zaleceń. Kolejna wizyta miała miejsce 18 listopada 2008 r. Wtedy też pacjentka dostarczyła wyniki badania cytologicznego z dnia 5 listopada 2008 r. z wynikiem (…) grupa wg Papanicolaou oraz wyniki badania USG/TV wykonanego przez innego lekarza stwierdzającego dalszą obecność mięśniaka. Zlecono hormonoterapię ze względu na plamienia. Kolejna wizyta miała miejsce w dniu 21 stycznia 2009 r. Wówczas pacjentka poinformowała lekarza, że nie toleruje hormonoterapii, więc lekarz przepisał inny lek.

22 października 2009 r. pacjentka dostarczyła wynik USG/TV, z którego wynikało, że doszło do ucisku mięśniaka na błonę śluzową macicy. Jako, że dopatrzono się u pacjentki cech anemii, pozwany zlecił leczenie krwiotwórcze.

Podczas wizyty w dniu 14 marca 2010 r., stwierdzono poprawę morfologii krwi, chociaż nadal widoczne były cechy anemii. Pacjentka skarżyła się na plamienia, względnie krwawienia, a w badaniu ginekologicznym stwierdzono progresję mięśniaka. Lekarz ginekolog stwierdził konieczność wykonania operacji ginekologicznej poprzedzonej badaniem cytologicznym oraz ewentualnym badaniem rezonansem magnetycznym. W dniu 14 lipca 2010 r., podczas kolejnej wizyty ujawniła lekarzowi fakt nieregularnych krwawień. Lekarz, po raz kolejny opisał procedurę leczenia operacyjnego mającego go na celu usunięcie mięśniaka oraz wydał powtórne skierowanie do badań laboratoryjnych, których pacjentka nie wykonała mimo wcześniejszych zaleceń. Zwrócił uwagę na możliwość wykonania rezonansu magnetycznego oraz na życzenie pacjentki pobrał materiał do badań cytologicznych.

Dnia 14 lipca 2010 r. poinformowano o możliwości odbioru wyników badania cytologicznego po tygodniu od dnia pobrania materiału do badań. Pobrany materiał został oddany do analizy podmiotu laboratoryjnego prowadzonego przez żonę lekarza, która sporządziła dokument opatrzony datą 15 lipca 2010 r. W wyniku badania stwierdzono: ,,obraz odpowiadający grupie (…) wg Papanicolaou. Komórki dysplastyczne małego i średniego stopnia. Wskazane dalsze badania. Niespecyficzna mikroflora-koki.”

W gabinecie prowadzonym przez pozwanego nie istniała procedura informowania pacjentów o złych wynikach badania cytologicznego w razie bierności pacjenta. Najczęściej o wyniku badania pacjentka była informowana podczas kolejnej wizyty. Wynik badania cytologicznego wykonanego u pacjentki został dołączony do jej kartoteki, gdyż nie odebrała tego wyniku. Nie zadzwoniła, aby dowiedzieć się czy i jaki jest wynik badania. Nie umówiła się na kolejną wizytę. Pacjentka nie poddała się też operacji celem usunięcia mięśniaków, ani nie wykonała zleconego przez ginekologa badania NMR.

Następna wizyta miała miejsce w dniu 20 grudnia 2011 r. Wtedy też wydano wyniki badania cytologicznego z dnia 14 lipca 2010 r. Podczas tej wizyty lekarz stwierdził krwawienie z dróg rodnych. Ponadto stwierdził cechy ciężkiej anemii i widoczne gorsze samopoczucie pacjentki.

Dalszemu leczeniu pacjentka została poddana w szpitalu, gdzie w dniu 3 stycznia 2012 r. wykonano u niej łyżeczkowanie jamy macicy i pobrano wycinki do badań. Dnia 4 stycznia na podstawie badania histopatologicznego rozpoznano raka płaskonabłonkowego. Hospitalizacja trwała w szpitalu od 18 stycznia 2012 r. do 27 stycznia 2012 r.

Dnia 19 stycznia 2012 r. przeprowadzono u pacjentki zabieg operacyjny histerektomii. Następnie otrzymała leczenie: chemio i radioterapię. W dniu 26 września 2012 r. zmarła. Przyczyną jej śmierci był nowotwór złośliwy szyjki macicy z przerzutami do innych narządów.

Mąż zmarłej pacjentki w pierwszej kolejności zawiadomił prokuraturę zgłaszając możliwość popełnienia przestępstwa. Prokuratura zarzuciła lekarzowi, że mając możliwość i obowiązek opieki nad swoją pacjentką, nieumyślnie naraził ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia w ten sposób, że zaniechał zalecenia w należytym terminie koniecznych badań diagnostycznych i czynności terapeutycznych z uwagi na zaniedbania jakich dopuścił się w zakresie sprawdzenia i ujawnienia wyniku badań cytologicznych. Sąd Karny w I i II instancji uniewinnił lekarza ginekologa od zarzucanego mu przestępstwa z art. 160 § 3 k.k. w związku z art. 160 § 1 k.k. czyli narażenie człowieka na niebezpieczeństwo.

W dalszej kolejności mąż zmarłej pacjentki zdecydował się wystąpić z powództwem cywilnym przeciwko lekarzowi domagając się 500 000 zł tytułem zadośćuczynienia za śmierć małżonki. Powód twierdził, że lekarz poprzez niezawiadomienie pacjentki o negatywnych wynikach cytologii przyczynił się do jej śmierci, zmniejszając szanse na wyleczenie nowotworu. W odpowiedzi na pozew lekarz i jego pełnomocnik podnieśli, że pacjentka nie pozostawałą pod stałą opieką medyczną pozwanego lekarza ponieważ jej wizyty były nieregularne i dzieliły je od siebie znaczne odstępy czasu. Dodatkowo w trakcie wizyt żona powoda dysponowała badaniami wykonywanymi przez innych lekarzy ginekologów oraz często odmawiała przeprowadzenia przez pozwanego badania ginekologicznego. Pozwany podniósł, że po pobraniu materiału do badań cytologicznych każda pacjentka jest obowiązkowo informowana o możliwości odbioru wyników po tygodniu, a w celu omówienia tych wyników i wdrożenia ewentualnego leczenia powinna zwrócić się do lekarza.

Jak zawsze przy sprawach medycznych został powołany biegły lekarz, który miał wydać opinię specjalistyczną wobec oceny zgromadzonego materiału dowodowego. Biegły ustalił, że po stronie pacjentki, a nie lekarza leżał obowiązek dopilnowania takich czynności, jak wykonanie zaleconych badań, odebranie wyniku wykonanego badania cytologicznego czy umówienie się na kolejną wizytę. Biegły ocenił, że nie było możliwości jednoznacznej oceny jakie było stadium zaawansowania nowotworu w dniu pobierania materiału do badania, a zatem czy zaistniałe opóźnienie miało istotne znaczenie dla rokowań chorej, w stopniu znaczącym pomniejszając rzeczywiste szanse terapeutyczne. Biegły podkreślił, że grupa (…) wg Papanicolaou nie oznacza choroby nowotworowej szyjki macicy. Taki stan kliniczny może poprzedzać rozwój raka, ale może również wycofać się bez istotnych trwałych skutków zdrowotnych. Sąd ustalił również, że pacjentka była ,,trudną’’ pacjentką, nie współpracującą. Odmawiała badania, odstawiała leki, wizyty były nieregularne. Gdyby pacjentka zdecydowała się na operację usunięcia mięśniaków mogłoby to wpłynąć na jej stan zdrowia. Wobec powyższych ustaleń sąd zdecydował się oddalić powództwo

Jeśli znajdujecie się w sytuacji, która budzi wątpliwości prawne lub wymaga podjęcia decyzji, zapraszamy do kontaktu. Nasza Kancelaria od lat wspiera lekarzy w sprawach zawodowych – pomożemy ocenić sytuację i zaplanować dalsze kroki.

📩 Kontakt: kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Zgoda w leczeniu stomatologicznym – Analiza przypadku

W naszej praktyce często zdarza się, że lekarze dentyści nie tylko nie biorą zgody na piśmie na zabiegi tzw podwyższonego ryzyka, ale nawet kiedy je wezmę, bagatelizują obowiązek informowania pacjenta o  możliwych powikłaniach. Jest to nieprawidłowa praktyka, która może wiązać się z koniecznością  zapłaty odpowiedniego odszkodowania nawet w przypadku gdy lekarz nie popełni błędu medycznego. Zapraszamy na dzisiejszą Analizę przypadku, która zobrazuje właśnie taką sytuację 

 

Pani G.P. od dnia 7 listopada 1997 r. do dnia 8 czerwca 2004 r. leczyła się w gabinecie dentystycznym u lekarza stomatologa J.M. W dniu 30 kwietnia 2004 r. Pacjentka zgłosiła się do J.M. z powodu bólu zęba 27. Lekarz prawidłowo rozpoznał zapalenie miazgi II stopnia i w związku z tym podjął leczenie endodontyczne w celu uratowania go przed ekstrakcją. Podczas leczenia doszło do złamania instrumentów oraz perforacji dna komory i ściany, a kanał w korzeniu bliższym policzkowym nie został odnaleziony. Ząb 27 po takim leczeniu nie nadawał się do pokrycia koroną mostu. Po zakończeniu leczenia u lekarza J.M. Pani G.P. miała założony most protetyczny tymczasowy na zębach 25 i 27 z uzupełnieniem brakujących zębów 24 i 26. Według stanu na dzień 16 lipca 2013 r. stwierdzono, że ząb 27 nie nadawał się jako filar mostu protetycznego i został zakwalifikowany do ekstrakcji.

Lekarz J.M. w 1998 r. leczył endodontycznie także ząb 44. W trakcie zabiegu doszło do złamania instrumentu, co nie stanowiło błędu lekarskiego, a wyłącznie powikłania leczenia. J.M. wypełnił kanał jedynie pastą uszczelniającą, nie podjął próby natychmiastowego usunięcia złamanego fragmentu przez kanał korzeniowy lub nie skierował Pacjentki na tym etapie do specjalisty, nie zalecił wizyt kontrolnych pomimo wystąpienia jatrogennego powikłania. Konsekwencją złamania instrumentu była konieczność wykonania resekcji wierzchołka zęba, która była wykonywana w 2002 r. już nie przez J.M., a która także zakończyła się niepowodzeniem. Następnie w 2004 r. ząb był ponownie bezskutecznie leczony kanałowo przez lekarza stomatologa M.W. (3). W konsekwencji ząb trzeba było usunąć, co zostało wykonane w 2006 r. Wykonywane przez lekarza stomatologa J.M. leczenie endodontyczne zębów 27 i 44 stanowiło próbę ich zachowania w jamie ustnej Pacjentki. Alternatywą leczenia endodontycznego tych zębów była ich ekstrakcja.

Od dnia 22 kwietnia 2004 r. do 10 maja 2007 r. Pacjentka leczyła się w przychodni dentystycznej u lekarza stomatologa M.W. , między innymi w 2004 r. w celu leczenia kanałowego zęba 44, który następnie w 2006 r. wobec niepowodzenia leczenia został usunięty, a także w celu leczenia kanałowego zęba 27, zakończonego usunięciem korzenia mezjalnego i usunięciem dwóch narzędzi kanałowych znajdujących się w kanale korzeniowym zęba 27. Za leczenie zęba 27 przez lekarza M.W. Pacjentka  zapłaciła łącznie 1.390 zł.

Pani G.P. od dnia 23 stycznia 2008 r. do dnia 30 września 2009 r. leczyła się w przychodni dentystycznej u lekarzy stomatologów T.S. i A.S. Lekarz T.S. oszacował koszt leczenia protetycznego – mostu metalowo- porcelanowego na odcinku 35-37 w wysokości 1.800 zł. Od dnia 17 sierpnia 2009 r. do dnia 16 września 2011 r. Pacjentka leczyła się w przychodni dentystycznej u lekarza stomatologa B.B. Pacjentka w dniach 7 lipca 2004 r., 21 grudnia 2007 r. i 18 stycznia 2008 r. konsultowała się także w gabinecie stomatologicznym lekarza H.K.Obecnie Pani G.P. nie posiada zębów 44-48, 36-37, 24-27

W związku z leczeniem prowadzonym przez dentystę J.M., Pani G.P. złożyła powództwo przeciwko ubezpieczycielowi lekarza, zarzucając nieprawidłowości w leczeniu zębów 27, 35, 36, 44 i 48, przy czym leczenie zębów 27, 44 i 48 powódka wiązała także z utratą mostu protetycznego na odcinku 44-48 oraz 24-27. Z tego tytułu złożyła w sumie roszczenie o wypłatę 54 650,00 zł tytułem odszkodowania oraz 22 000,00 zł tytułem zadośćuczynienia. Po przperowadoznym postępowaniu sądowym, Sąd I instancji oddalił powództwo w całości nie uznając nieprawidłowości w postępowaniu lekarza J.M.

Nie zgadzając się z takim stanowiskiem, Pani G.P. złożyła apelację.

Sprawa była rozpatrywana przez Sąd Apelacyjny, który uznał roszczenie częściowo za zasadne w części, w której Pacjentka kwestionowała oddalenie jej żądań związanych z leczeniem zęba nr 27.

Jak ustalił Sąd u Pani G.P. lekarz J.M. „nie dopełnił obowiązku pouczenia o ryzyku, z jakim wiąże się podjęcie leczenia endodontycznego tego zęba przed przestąpieniem do takiej właśnie terapii w kwietniu 2004 r. i nie uzyskał pisemnej zgody powódki na takie leczenie, co w świetle wymogu ustawowego z art. 31 ust. 1 i art. 34 ust. 1 i 2 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty) przesądzało o bezprawności działania lekarza. Niezależnie zatem od kwestii, czy niepowodzenie przedmiotowego leczenia było wynikiem błędu w sztuce medycznej (jak twierdzi apelująca), czy też niezawinionych przez J.M. powikłań (jak przyjął Sąd pierwszej instancji), negatywne skutki leczenia obciążają lekarza dentystę”

W tym stanie faktycznym Sąd zasądził na rzecz pacjentki G.P. kwotę 7800,00 zł tytułem odszkodowania.

Sprawy dotyczące zgody poinformowanej często wydają się „formalnością” – do momentu, gdy stają się przedmiotem postępowania. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji lub potrzebujecie wsparcia w ocenie swojej sprawy, zapraszamy do kontaktu z naszą Kancelarią. Najle

FacebookLinkedInEmailPrint

Odpowiedzialność lekarza SOR za niewdrożenie właściwego leczenia kardiologicznego – Analiza przypadku

W odpowiedzi na naszą prośbę , naczęściej wskazywaliście, że chętnie czytalibyście różnego rodzaju opisy prawdziwych spraw. Wznawiamy więc nas blok tematyczny “Analiza przypadku”. Dziś chciałybyśmy “zaprosić Was” na SOR.

Pacjentka A. K. od 11 roku życia pozostawała pod opieką kardiologiczną z powodu wypadania zastawki mitralnej. W 18 roku życia stwierdzono u niej komorowe zaburzenia rytmu serca oraz zakwalifikowano ją do implantacji kardiowertera defibrylatora w ramach prewencji pierwotnej nagłej śmierci sercowej, na które to leczenie pacjentka nie wyraziła zgody. U pacjentki orzeczono lekki stopień niepełnosprawności. Dnia 27 lutego 2011 r. pacjentka zgłosiła się na Szpitalny Odział Ratunkowy (dalej: SOR) z powodu kaszlu, wymiotów, drętwienia kończyn. Lekarz SOR ustalił w wywiadzie, że pacjentka była w trakcie leczenia zapalenia oskrzeli oraz od 5 dni wymiotowała i odczuwała znaczne osłabienie. Lekarz badający pacjentkę, znał ją i wiedział, że leczy się na serce. Zlecił podstawowe badania krwi, zaś na podstawie badania przedmiotowego i wyników badań dodatkowych przepisał leki i zadecydował o dalszym leczeniu w domu. Dnia 3 marca 2011 r. pacjentka ponownie zgłosiła się na SOR, z powodu przewlekłej infekcji dróg oddechowych, obrzęków kończyn dolnych, wzrostu masy ciała o około 20 kg oraz silnego osłabienia. Pacjentka została przywieziona na oddział przez rodzinę, z uwagi na brak dostępności ambulansu. Z powodu początkowej odmowy przyjęcia jej na oddział, rodzina zgłosiła się do lekarza rodzinnego celem uzyskania skierowania do szpitala. Po uzyskaniu skierowania, w szpitalu pacjentką zajął się lekarz A. B. Podczas jej pobytu na oddziale nie wykonano u niej badania EKG serca, nie była również monitorowana kardiologicznie. Dnia 4 marca 2011 r. lekarz prowadzący skierował pacjentkę do Wojewódzkiego Szpitala (…) z podejrzeniem ostrego zapalenia wątroby. Szpital nie zapewnił transportu, dlatego rodzina przewiozła pacjentkę samochodem. Z Wojewódzkiego Szpitala (…) w W. pacjentka została przewieziona tego samego dnia, czyli 4 marca 2011 r., w bardzo ciężkim stanie do Katedry i Kliniki (…) z rozpoznaniem niewydolności wielonarządowej, gdzie przebywała do dnia 8 kwietnia 2011 r. Wskutek otrzymanego leczenia nastąpiła częściowa kompensacja krążenia z redukcją wagi o około 25 kg. Wykluczono również istotne choroby towarzyszące. Następnie pacjentkę przewieziono do Kliniki (…), celem ostatecznej kwalifikacji do przeszczepu serca. W 2016 r. wykonano u pacjentki przeszczep serca. Pacjentka wystąpiła z pozwem wobec szpitala, żądając wypłaty 500.000 zł tytułem odszkodowania za doznaną krzywdę. Ponadto, pacjentka żądała zasądzenia na jej rzecz od pozwanego szpitala renty z tytułu całkowitej utraty zdolności do pracy w wysokości 1.800 zł, a także o ustalenie odpowiedzialności pozwanego szpitala na przyszłość. Pacjentka zarzuciła pozwanemu szpitalowi szereg zaniedbań w jej leczeniu, w tym: zlekceważenie występujących objawów, niezebranie dostatecznego wywiadu, złe przeprowadzenie badania przedmiotowego, nieprzeprowadzenie żadnej diagnostyki układu krążenia, niezasięgnięcie konsultacji internistycznych i kardiologicznych, niepodjęcie decyzji o hospitalizacji na oddziale internistycznym/kardiologicznym, zbyt długie i bezzasadne przebywanie na SOR do czasu podjęcia decyzji o hospitalizacji w szpitalu zakaźnym oraz niewłaściwe podjęcie decyzji o transporcie własnym zamiast sanitarnym. Powyższe nieprawidłowości doprowadziły do znacznego pogorszenia się stanu zdrowia pacjentki, wynikiem czego konieczne było zakwalifikowanie jej do przeszczepu serca oraz uznanie jej za całkowicie niezdolną do pracy. Jako podstawę odpowiedzialności pacjentka wskazała odpowiedzialność cywilną oraz naruszenie prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej, prawa do natychmiastowego udzielenia świadczeń zdrowotnych ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia oraz prawo do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością. Fundamentalnym dowodem w sprawie były opinie biegłych lekarza kardiologa i lekarza specjalisty medycyny ratunkowej. Biegli ocenili, że lekarze dyżurni SOR podczas wizyty 27 lutego i 3-4 marca 2011 r. nie zachowali należytej staranności podczas diagnostyki i leczenia pacjentki. Brak lub niewłaściwa analiza zgłaszanych przez pacjentkę dolegliwości oraz prezentowanych odchyleń w badaniu przedmiotowym, doprowadziła do braku rozpoznania ciężkiej niewydolności prawo i lewo komorowej serca jako przyczyny dolegliwości. W postępowaniu lekarskim nie uwzględniono także dotychczasowego wywiadu chorobowego, w tym podejrzenia zespołu niescalenia mięśnia sercowego. Zabrakło również wymaganego badania EKG i konsultacji kardiologicznej. Postępowanie takie skutkowało niewdrożeniem właściwego leczenia kardiologicznego, polegającego na odciążeniu serca, zastosowaniu leków moczopędnych i intensywnym odwadnianiu. W ocenie biegłego zwłoka w leczeniu i infuzja płynów spowodowały pogorszenie stanu zdrowia i zwiększenie dolegliwości. Jako błąd, biegły medycyny ratunkowej wskazał również niezapewnienie pacjentce transportu medycznego. Jednocześnie, w ocenie opiniującego biegłego lekarza kardiologa, zaniechanie leczenia przyczyniło się jedynie do pogorszenia stanu ogólnego, a konsekwencje błędnego postępowania utrzymywały się przez tydzień i wiązały się z wydłużoną hospitalizacją oraz zwiększonym stresem, obawą przed śmiercią, cierpieniem fizycznym z powodu duszności. Działanie lekarzy nie wpłynęło jednak bezpośrednio na uszkodzenie serca pacjentki, gdyż to już wcześniej było poważnie uszkodzone. Biegły wprost wskazał, że niezastosowanie prawidłowego leczenia nie pozostaje w związku z koniecznością przeszczepu serca. Sąd ustalił, że ciąg zdarzeń spowodował u pacjentki utratę zaufania do lekarzy. Pacjentka deklarowała, że czuje duży żal, a każda wizyta u lekarza powoduje u niej lęk. Biegły kardiolog wskazał, że hipotetyczne włączenie leczenia niewydolności serca w dniu 27 lutego 2011 r. zapobiegłyby incydentowi ciężkiej zrekompensowanej niewydolności serca w dniu 2 marca 2011 r. Jakość i komfort życia w kolejnych dniach choroby byłyby lepsze. Z dowodu opinii biegłych lekarzy sąd ustalił, że zachowanie lekarzy było zawinione i niezgodne ze standardami wiedzy medycznej. Jednak, również z tych opinii wynikał zakres szkody i krzywdy, którą poniosła pacjentka. Lekarze byli odpowiedzialni za wydłużenie okresu leczenia i cierpienie psychiczne i fizyczne pacjentki, jednak nie spowodowali rozstroju zdrowia w postaci uszkodzenia serca pacjentki. Rozmiar szeroko rozumianej szkody wpływał na zakres należnego pacjentce zadośćuczynienia. Sąd I instancji orzekł łączną kwotę 50.000 zł zadośćuczynienia za wywołanie rozstroju zdrowia pacjentki, ale także zadośćuczynienia za fakt naruszenia praw pacjenta. Oddalił także powództwo w zakresie renty i odpowiedzialności na przyszłość. W ramach apelacji szpital zaskarżył powyższy wyrok zarzucając ocenę materiału dowodowego w sposób dowolny, rażąco wysokie i nieadekwatne zadośćuczynienie oraz niewskazanie jaką kwotę przyznał pacjentce tytułem zadośćuczynienia za krzywdę, a jaką z tytułu naruszenia dóbr osobistych powódki związanych z naruszeniem praw pacjenta. Sąd Apelacyjny przyjął ustalenia sądu okręgowego za własne, jednak zmienił wyrok zasądzając 10.000 zł tytułem zadośćuczynienia za roztrój zdrowia oraz 30.000 zł za naruszenie dóbr osobistych powódki związanych z naruszeniem praw pacjenta. Sąd II instancji uzasadniał, iż rozstrój zdrowia pacjentki miał charakter krótkotrwały i nie przekroczył 7 dni, a pacjentka ostatecznie została wyleczona i nie odczuwa żadnych negatywnych konsekwencji zdarzenia. Sąd uznał, że kwota niższa niż 30.000 zł nie spełni funkcji kompensacyjnej wobec pacjentki, to jest nie wynagrodzi doznanych cierpień, których doznała z powodu naruszenia praw jej przysługujących

Pamiętaj, że w sytuacjach wymagających szybkiej i przemyślanej reakcji warto skonsultować sprawę z doświadczonym zespołem. Zapraszamy więc do kontaktu z nami pisząc maila na adres kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Strona 1 z 26

KONTAKT

Kancelaria Adwokacko-Radcowska
"Podsiadły-Gęsikowska, Powierża" Sp. p.

ul. Filtrowa 61/3
02-056 Warszawa

+48 22 628 64 94
+48 600 322 901

kancelaria@prawniklekarza.pl

REGON: 369204260 NIP: 7010795766

AEKSANDRA POWIERŻA

+48 604 077 322
aleksandra.powierza@prawniklekarza.pl

KAROLINA PODSIADŁY-GĘSIKOWSKA

+48 735 922 156
karolina.podsiadly@prawniklekarza.pl