Kategoria: analiza przypadku Strona 1 z 4

Analiza przypadku

Obowiązek informowania chorego o jego stanie zdrowia przez medyków ma bardzo duże znaczenie w procesie leczenia. Jednak warto zadać sobie pytanie, jak często obowiązek ten obarcza lekarzy ciężarem dotarcia do czasami nieuchwytnych pacjentów? Słusznie w orzecznictwie coraz częściej spotkamy się ze stanowiskiem, że to pacjent powinien być najbardziej zainteresowany stanem swojego zdrowia i właśnie on, rzecz jasna pouczony np. o potrzebie odebrania wyników, powinien zadbać o pozyskanie tych informacji medycznych. Zaniedbanie przez lekarzy obowiązku informacyjnego ma poważne konsekwencje. Ale czy zawsze?

10 maja 2020 r. pani A. przeszła planowany zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego z kamieniami w szpitalu X. Następnie zlecono wykonanie badania histopatologicznego wyciętego narządu, które – jak się później okazało – wskazało na chorobę nowotworową, gruczolakoraka G2. Szpital X. otrzymał wyniki badania 22 maja 2020 r., jednak nie przekazał pacjentce informacji o jej stanie zdrowia, mimo że 26 maja 2020 r. była na badaniach kontrolnych w poradni chirurgicznej. Kolejna wizyta miała miejsce pół roku później, tj. 20 grudnia 2020 r. Pani A. została ponownie przyjęta do szpitala X. z rozpoznaniem żółtaczki mechanicznej w przebiegu choroby nowotworowej pęcherzyka żółciowego, cukrzycy i guza nerki prawej. Guz nerki był odrębnym, niezależnym nowotworem złośliwym. Właśnie podczas tego pobytu w szpitalu X. pani A. dowiedziała się o wynikach wykonanego w maju 2020 r. badania histopatologicznego. Wobec deficytu wiedzy o swoim stanie zdrowia, pacjentka nie podjęła dalszego leczenia. Po przekazaniu chorej informacji przez personel szpitala świadczenia zdrowotne udzielane jej miały jedynie charakter paliatywny, czego skutkiem była śmierć pacjentki 2 marca 2021 r. w wyniku rozwoju choroby nowotworowej pęcherzyka żółciowego.

Sąd Apelacyjny w Y. ustalił, że bezpośrednią przyczyną śmierci pani A. był rozwój nowotworu pęcherzyka żółciowego, aczkolwiek wdrożenie leczenia jeszcze w maju 2020 r. mogło wydłużyć jej życie od kilku do kilkunastu miesięcy. W związku z dwoma rozwijającymi się nowotworami złośliwymi oraz występującą cukrzycą odporność chorej była skrajnie obniżona już w maju, istniało więc prawdopodobieństwo, że po hipotetycznej operacji przeprowadzonej pod koniec maja 2020 r. nowotwór pęcherzyka żółciowego przyjąłby formę agresywną i doszłoby do śmierci pacjentki już w czerwcu. W tak ustalonym stanie faktycznym Sąd Apelacyjny w Y. wykluczył odpowiedzialność szpitala X. za śmierć pani A., mimo niepoinformowania pacjentki o wynikach badania histopatologicznego. Uznał, że bezpośrednią przyczyną śmierci była choroba nowotworowa, a nie zaniedbanie szpitala. Rodzina zmarłej wniosła skargę kasacyjną od wyroku Sądu Apelacyjnego w Y. do Sądu Najwyższego, który ją oddalił jako niezasadną w przedmiotowej sprawie. Potwierdził jednak niedopełnienie obowiązku informacyjnego szpitala względem pacjentki na podstawie art. 31 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (t.j. DzU z 2020 r., poz. 514 z późn. zm., dalej jako u.z.l.). W świetle okoliczności sprawy nie budzi wątpliwości, że proces diagnozowania stanu zdrowia pani A. nie został zakończony, gdyż zlecono pobranie tkanek do badań histologicznych, które stanowią część bardziej złożonego procesu diagnozy.

📌 Gdzie kończy się obowiązek informacyjny lekarza, a zaczyna odpowiedzialność pacjenta za własne zdrowie?

Opisany wyrok Sądu Najwyższego pokazuje, że nawet stwierdzenie naruszenia obowiązku informacyjnego przez podmiot leczniczy nie zawsze oznacza odpowiedzialność za najtragiczniejsze skutki zdrowotne. Granica między błędem organizacyjnym, naruszeniem praw pacjenta a odpowiedzialnością odszkodowawczą bywa znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

FacebookLinkedInEmailPrint

STOMATOLOGICZNA ANLIZA PRZYPADKU

Analiza przypadku

Roszczenia pacjentki wobec stomatologa za nienależyte wykonanie usług medycznych. Czy świadczenie medyczne w postaci wykonania mostu protetycznego jest traktowane jako umowa o dzieło? Kiedy lekarz odpowiada za powikłanie w postaci rozstroju zdrowia psychicznego?

W lutym 2013 roku pacjentka poddała się zabiegowi stomatologicznemu polegającemu na spiłowaniu dwóch dolnych zębów +5 i +7, w celu założenia mostu i uzupełnienia w ten sposób brakującego dolnego zęba +6. Zęby były wprawdzie plombowane, ale żywe, w dobrym stanie i nigdy nie bolały. Most tymczasowy został założony zgodnie z planem, a po dwóch miesiącach, w kwietniu 2013 roku, zastąpiono go mostem stałym. Pacjentka została poinformowana o planie leczenia, kosztach i wyraziła zgodę na leczenie.

Początkowo zabieg przebiegał bez komplikacji, jednak w krótkim czasie po założeniu mostu pacjentka zaczęła odczuwać ból w jednym z przygotowanych zębów. W reakcji na zgłaszane dolegliwości lekarz dentysta przystąpiła do leczenia kanałowego zęba, który sprawiał problemy. Mimo przeprowadzonego leczenia ból nie ustępował, co skłoniło pacjentkę do przerwania leczenia w gabinecie pozwanej lekarki i poszukiwania pomocy u innych specjalistów.

Dalsze leczenie, prowadzone przez kolejnych stomatologów i obejmowało usunięcie jednego z zębów, który wcześniej został spiłowany pod most. Pacjentka twierdziła, że konsekwencje działań pozwanej wykraczały poza problemy stomatologiczne. W jej ocenie niewłaściwie przeprowadzone leczenie miało wpływ nie tylko na jej zdrowie fizyczne, ale także psychiczne, prowadząc do epizodu depresyjnego, który wymagał hospitalizacji.

Przed Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej toczyło się postępowanie ze skargi pacjentki. W toku tego postępowania wydana została opinia dr n. med. M. G., w której oświadczył on, iż leczenie endodontyczne zęba 45 oraz rozpoznanie postawione przez pozwaną lekarkę, przeprowadzone zostało całkowicie poprawnie w ocenie radiologicznej.  Biegły stwierdził, że lekarka zastosowała prawidłową metodę leczenia zęba 45 i leczenie to przeprowadziła prawidłowo. Dolegliwości bólowe są częstym powikłaniem po wykonaniu szlifowania zębów pod uzupełnienie stałe. Podczas tego zabiegu powstają wysokie temperatury, które mogą doprowadzić do stanu zapalnego miazgi i bólu. W takim przypadku przeprowadzić należy leczenia kanałowe zęba, co też pozwana uczyniła.

Pacjentka gabinetu stomatologicznego, wniosła pozew przeciwko lekarz stomatolog, domagając się zapłaty kwoty 18.085 zł. Na dochodzoną pozwem kwotę składała się kwota 2.240,00 zł tytułem o zwrotu niesłusznie poniesionych kosztów w związku z nienależytym wykonaniem umowy o świadczenie usług medycznych, kwota 845,00 zł tytułem zwrotu kosztów poniesionych w następstwie wadliwie wykonanej usługi stomatologicznej, obejmujących wizyty lekarskie w (…), gdzie kontynuowano leczenie i gdzie zostanie dokończona usługa protetyczna, wraz z kosztami dojazdów z opiekunem do lekarzy, a także kwotę 15.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznany ból i cierpienie oraz za uszczerbek na zdrowiu i rozstrój zdrowia, powstałe w wyniku nieudolnych zabiegów lekarskich i braku etyki lekarskiej. Pacjentka wskazywała, że pozwana lekarka, wykonując most protetyczny, nie poinformowała jej o możliwych ryzykach związanych z procedurą oraz nie podjęła działań, które mogłyby zapobiec późniejszym powikłaniom, w tym zapaleniu miazgi zęba i utrzymującym się bólu. Pacjentka, z uwagi na utratę zaufania, przerwała leczenie i zgłosiła się do innych specjalistów, którzy podejmowali dalsze działania naprawcze, w tym usunięcie jednego z leczonych zębów co skutkowało dodatkowymi kosztami. W swojej argumentacji podkreślała również, że konsekwencją wadliwego leczenia był epizod depresyjny wymagający hospitalizacji co zwiększyło jej cierpienie.

W odpowiedzi na zarzuty pozwana stomatolog wskazywała, że leczenie zostało przeprowadzone zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej. Zapalenie miazgi i inne komplikacje, które wystąpiły po spiłowaniu zębów, były w jej ocenie typowymi powikłaniami, które mogą się zdarzyć w tego rodzaju zabiegach. Dodatkowo podkreśliła, że pacjentka była informowana o ryzykach związanych z leczeniem i miała możliwość kontynuowania terapii w jej gabinecie, jednak sama z tego zrezygnowała. Ponadto argumentowała również, że brak poprawy stanu zdrowia pacjentki wynikał z przerwania leczenia przedwcześnie, uniemożliwiając jej podjęcie dalszych działań naprawczych, takich jak leczenie kanałowe pod mikroskopem, a nie z błędów popełnionych w trakcie wykonywania mostu protetycznego.

W sprawie pojawiły się także wątpliwości co do zakresu odpowiedzialności pozwanej za problemy psychiczne pacjentki. Bowiem wskazywała, że utrzymujący się ból, usunięcie zęba oraz utrata zaufania do stomatologów były przyczyną jej depresji. Pełnomocnik lekarki kwestionowała tę tezę, argumentując, że brak jest dowodów na bezpośredni związek między leczeniem stomatologicznym a stanem psychicznym powódki.

Sąd, rozpatrując sprawę, opierał się na materiale dowodowym, w tym dokumentacji medycznej, zeznaniach stron oraz opiniach biegłych. Kluczowe dla rozstrzygnięcia były ustalenia biegłych, którzy potwierdzili, że działania pozwanej dentystki były zgodne z zasadami sztuki lekarskiej i nie wykazano popełnienia błędu medycznego.  Powikłania zgłaszane przez pacjentkę, takie jak ból zęba czy zapalenie miazgi, są typowymi następstwami zabiegów protetycznych, szczególnie w przypadku mostów protetycznych. Biegli wskazali również, że problemy bólowe mogły wynikać z różnych przyczyn, niezwiązanych wyłącznie z leczeniem przeprowadzonym przez pozwaną lekarkę.

W zakresie roszczenia o zwrot wynagrodzenia Sąd uznał, że umowa na wykonanie mostu protetycznego miała charakter umowy o dzieło i została wykonana prawidłowo. Umowa o leczenie uzębienia (wykonanie mostu) może być uznana za umowę o dzieło, ponieważ chodzi w niej o osiągnięcie odpowiedniego rezultatu medyczno-estetycznego. Pacjentka nie wykazała, że dzieło było obarczone wadami, które uzasadniałyby zwrot wynagrodzenia lub inne roszczenia majątkowe. W ocenie Sądu pacjentka nie przedstawiła także dowodów na istnienie adekwatnego związku przyczynowego pomiędzy działaniami dentystki a swoim stanem zdrowia psychicznego, w tym hospitalizacją z powodu depresji.

Sąd podkreślił, że brak wady dzieła, jakim jest most protetyczny, oraz brak adekwatnego związku przyczynowego wykluczają możliwość przypisania winy pozwanej stomatolog.
Kluczową rolę w sprawie odegrały opinie biegłych, które pozwoliły na ocenę zgodności działań pozwanej z zasadami sztuki lekarskiej.

Jak wynika z powyższego, w sprawach dotyczących odpowiedzialności lekarzy szczególne znaczenie mają dowody, w tym dokumentacja medyczna i opinie biegłych. Ciężar dowodu spoczywa na stronie powodowej, która musi wykazać zarówno niewłaściwe działanie lekarza, jak i związek przyczynowy pomiędzy tym działaniem a powstałą szkodą. W analizowanym przypadku sąd uznał, że pacjentka nie sprostała temu obowiązkowi, co skutkowało oddaleniem powództwa w całości. Żaden z przeprowadzonych w toku postępowania dowodów nie potwierdził tego, aby pozwana wybierając metodę leczenia jak i wykonując to leczenie dopuściła się błędu lekarskiego. Istnienie błędu wykluczył biegły sądowy dr hab. n. med. J. K. w pisemnej opinii jak też w opinii uzupełniającej. Również opinia przeprowadzona w toku postępowania przed rzecznikiem odpowiedzialności dyscyplinarnej, nie potwierdziła popełnienia przez pozwaną błędu lekarskiego.

Sprawa ta pokazuje również jak istotna jest prawidłowa komunikacja między lekarzem a pacjentem. W ocenie Sądu pozwana dentystka dołożyła należytej staranności w informowaniu pacjentki o ryzykach i przebiegu leczenia, co dodatkowo przemawiało na jej korzyść. Lekarze, szczególnie w sytuacjach narażonych na ryzyko powikłań, powinni dokumentować swoje działania oraz przeprowadzone rozmowy z pacjentami, aby w przypadku ewentualnych roszczeń mogli skutecznie bronić swoich interesów.

 

FacebookLinkedInEmailPrint

Gdy pacjent ma milion obserwujących. Czego lekarzy uczy głośna „afera bondingowa”?

Pewnie większość z Was kojarzy medialną aferę, która kilka miesięcy temu przetoczyła się przez portale plotkarskie i media społecznościowe. W centrum wydarzeń znalazł się znany prezenter telewizyjny oraz lekarz dentysta, który wykonał u niego zabieg bondingu. Najpierw były publiczne pochwały efektów leczenia, później pojawiła się ostra krytyka, wzajemne zarzuty i szeroko komentowany konflikt.

Choć sprawa szybko stała się pożywką dla mediów, dla środowiska medycznego niesie ona znacznie ważniejszą lekcję. Pokazuje bowiem, że każdy pacjent  – niezależnie od liczby obserwujących na Instagramie czy rozpoznawalności nazwiska – pozostaje przede wszystkim pacjentem. A lekarz powinien zabezpieczyć się dokładnie tak samo, jak zabezpiecza się przy udzielaniu świadczeń każdej innej osobie.

Jednocześnie nie sposób ignorować faktu, że pacjenci funkcjonują dziś w świecie mediów społecznościowych. Jeden post potrafi dotrzeć do setek  jak nie tysięcy osób, a jedna negatywna relacja może wywołać kryzys wizerunkowy większy niż niejedna skarga czy pozew. Dlatego współpraca z osobami publicznymi wymaga od lekarza szczególnej rozwagi.

Dokumentacja jest ważniejsza niż zasięgi

W praktyce największym błędem nie jest samo leczenie osoby publicznej. Błędem jest potraktowanie takiego pacjenta inaczej niż każdego innego.

Jeżeli lekarz wykonuje zabieg estetyczny, powinien zadbać o szczegółową dokumentację medyczną obejmującą nie tylko przebieg leczenia, ale również stan wyjściowy pacjenta. W przypadku procedur estetycznych szczególne znaczenie mają fotografie wykonane przed rozpoczęciem leczenia, dokumentacja kolejnych etapów terapii oraz odnotowanie wszystkich zaleceń przekazywanych pacjentowi.

Po latach pamięć pacjenta i lekarza może być zupełnie inna. Dokumentacja pozostaje natomiast najbardziej obiektywnym „świadkiem zdarzeń”.

Zgoda pacjenta to nie formularz do podpisania

Wielu lekarzy nadal traktuje zgodę pacjenta jako formalność. Tymczasem właśnie przy zabiegach estetycznych prawidłowo przeprowadzony proces uzyskania zgody może mieć kluczowe znaczenie.

Pacjent powinien zostać poinformowany nie tylko o korzyściach zabiegu, ale również o jego ograniczeniach, możliwych powikłaniach, konieczności przestrzegania zaleceń oraz o alternatywnych metodach postępowania.

Dobrze przygotowana zgoda powinna w szczególności obejmować:

  • opis planowanego zabiegu,
  • wskazanie możliwych powikłań i działań niepożądanych,
  • informacje o ograniczeniach efektu estetycznego,
  • wskazanie alternatywnych metod leczenia,
  • zalecenia pozabiegowe,
  • potwierdzenie możliwości zadawania pytań i uzyskania odpowiedzi.

Warto pamiętać, że sam podpis pod formularzem nie wystarczy. Najważniejsze jest wykazanie, że pacjent rzeczywiście otrzymał informacje pozwalające mu podjąć świadomą decyzję.

Media społecznościowe nie zmieniają zasad wykonywania zawodu

Coraz częściej lekarze współpracują z influencerami, sportowcami czy osobami medialnymi. Tego rodzaju współpraca może przynosić wymierne korzyści marketingowe, ale jednocześnie generuje dodatkowe ryzyka.

Jeżeli leczenie ma być elementem współpracy promocyjnej, warto precyzyjnie uregulować zasady takiej relacji jeszcze przed rozpoczęciem świadczeń. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których zabieg wykonywany jest nieodpłatnie albo w zamian za działania promocyjne.

Lekarz powinien jasno określić, jakie są zasady współpracy, czego oczekują od siebie strony oraz jakie informacje mogą być publikowane w mediach społecznościowych.

Warto również pamiętać, że nawet najbardziej znany influencer nie przestaje być pacjentem. Oznacza to, że nadal obowiązuje tajemnica lekarska, zasady prowadzenia dokumentacji medycznej oraz wszystkie standardy wynikające z przepisów prawa.

Co zrobić, gdy pacjent publicznie krytykuje leczenie?

Naturalnym odruchem wielu lekarzy jest chęć natychmiastowego przedstawienia własnej wersji wydarzeń. Trzeba jednak zachować ostrożność.

Nawet jeśli pacjent sam opowiada o swoim leczeniu w mediach społecznościowych, nie oznacza to automatycznie, że lekarz został zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy lekarskiej. Publiczna polemika bardzo często prowadzi do ujawnienia informacji objętych tajemnicą zawodową, a to może generować kolejne problemy prawne.

W takich sytuacjach warto najpierw przeanalizować zakres możliwych działań prawnych, ocenić ryzyko naruszenia dóbr osobistych oraz ustalić, czy istnieją podstawy do podjęcia kroków mających na celu ochronę reputacji lekarza lub podmiotu leczniczego.

Najlepsza strategia zaczyna się przed konfliktem

Historia głośnej „afery bondingowej” pokazuje, że nawet pozornie idealna współpraca może zakończyć się publicznym sporem. Dlatego ochrona lekarza nie zaczyna się w chwili publikacji krytycznego posta czy nagrania. Zaczyna się znacznie wcześniej – od prawidłowo prowadzonej dokumentacji, rzetelnej zgody pacjenta, jasnych zasad komunikacji i konsekwentnego przestrzegania standardów wykonywania zawodu.

Bo ostatecznie nie ma znaczenia, czy pacjent ma stu obserwujących, sto tysięcy czy kilka milionów. W gabinecie lekarskim każdy powinien być traktowany według tych samych zasad. To właśnie one najskuteczniej chronią zarówno pacjenta, jak i lekarza.

W naszej codziennej pracy wspieramy lekarzy oraz placówki medyczne w budowaniu bezpiecznych procedur i rozwiązywaniu problemów prawnych, zanim staną się one źródłem sporu. Możesz do nas napisać na adres kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Odpowiedzialność pediatry – Analiza przypadku

Wszystkie przypadki związane z niepowodzeniami czy też błędami  medycznymi nie są przyjemne. Ale najtrudniejsze są te z udziałem dzieci. Dzisiejsza Analiza przypadku, przedstawi Wam właśnie taką sytuację. 

 

Wieczorem 23 listopada 2014 r. Małoletnia (czteromiesięczna dziewczynka) O. dostała wysokiej temperatury. Matka pacjentki myślała, że było to spowodowane ząbkowaniem, dlatego ojciec pacjentki kupił w aptece leki przeciwgorączkowe, po podaniu których gorączka zmalała. Nad ranem znów gorączka wzrosła. Około godz. 10.00 matka zauważyła, że córka jest cała mokra, gorąca i ma zimne ręce. Próbowała dodzwonić się do przychodni, ale nikt nie odbierał. Około godziny 10.50 rodzice udali się do przychodni w G. Pani w rejestracji powiedziała im, że lekarz pediatra ich nie przyjmie, bo jest zarejestrowanych dużo pacjentów. Matka zwróciła uwagę, że dziecko ma 4 miesiące i ma bardzo wysoką temperaturę. Rejestratorka skierowała matkę pacjentki bezpośrednio do lekarza pediatry, która przyjmowała w danym dniu, aby zapytać czy zostaną przyjęci. Doktor G. nie zgodziła się, gdyż na korytarzu oczekiwali inni pacjenci z trójką dzieci, które były zapisane na wizytę. Matka powiedziała lekarzowi jakie objawy ma ich dziecko, w tym, że ma wysoką temperaturę, jest blade i ma sine usta. Pediatra przekazała, że mają zarejestrować córkę na godziny popołudniowe i zbijać temperaturę tymi samymi lekami, które stosowali wcześniej. O godz. 11.23 matka zarejestrowała córkę na godz. 15.20. Ze względu na niepokojące objawy rodzice O. uznali jednak, że to dość długi czas i udali się do przychodni (…) na ul. (…) w G. Tam nie zostali przyjęci z uwagi na to, że O. nie należała do tej przychodni. Kazano im jechać do szpitala. W szpitalu, po zdjęciu dziecku czapki, matka zauważyła na twarzy i na klatce piersiowej wybroczyny – czerwono-sine kropki. O godz. 12.06 dziewczynką zajął się lekarz dyżurujący na oddziale dziecięcym. Dziecko trafiło do niego w stanie ciężkim. Po zbadaniu pacjentki, lekarz zadecydował o przyjęciu O. na Oddział. Podejrzewał u dziecka wystąpienie wstrząsu septycznego, który może towarzyszyć posocznicy i dlatego podjął decyzję o hospitalizacji. Po przyjęciu na oddział wdrożono leczenie – płynoterapię i antybiotykoterapię. Dziecko zostało zaintubowane przez anestezjologa. Małoletnia O. była w stanie ciężkim, a jej stan zdrowia się pogarszał. Anestezjolog podjął decyzję o przekazaniu dziecka do szpitala o wyższym stopniu referencyjności. W tym szpitalu O. była leczona od 24 listopada 2014 r. od godz. 14.52 do 25 listopada 2014 r. do godz. 13.15. Pomimo wielokierunkowego leczenia nie uzyskano poprawy stanu dziecka, stwierdzono cechy rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego i głębokiej kwasicy. W dniu 25 listopada 2014 r. o godz. 13.15 O. zmarła. Prokuratura Okręgowa oskarżyła lekarza pediatrę o to, że w dniu 24 listopada 2014 r. będąc zobowiązaną do wykonywania zawodu lekarza zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością, w tym do udzielania w stanach nagłych zachorowań świadczeniobiorcom spoza listy i z tego tytułu opieki nad pacjentem tej przychodni 4-miesięczną O., na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w ustalonych okolicznościach, po uzyskaniu wywiadu od matki o stanie jej zdrowia, dopuściła się błędu lekarskiego z zakresu etyki lekarskiej i dobrej praktyki pediatrycznej polegającego na tym, że bez przedmiotowego badania odmówiła niezwłocznego przyjęcia niemowlęcia będącego w stanie bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia, czym spowodowała opóźnienie zastosowania prawidłowej intensywnej terapii, co mogło być szansą na uratowanie dziecka. W toku procesu obrona wnioskowała o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych z instytutu medycznego w Ł. Opinia sporządzona przez troje specjalistów w dziedzinie pediatrii wskazywała, że niezależnie od liczby osób już zarejestrowanych do poradni i oczekujących na wizytę, lekarz pediatra powinna zbadać dziewczynkę. Po wykonaniu badania z dużym prawdopodobieństwem zostałaby podjęta decyzja o konieczności hospitalizacji dziecka i przewiezieniu karetką pogotowia ratunkowego do szpitala. Zaniechanie wykonania badania lekarskiego u O. stanowi błąd medyczny decyzyjny. Nie można jednak uznać, że błąd ten spowodował narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ponieważ O. w relatywnie krótkim czasie od pobytu w (…) w G. (wg. zeznań matki około godz. 10.50, wg. wydruku rejestracji wizyty około godz. 11.23) znalazła się w szpitalu (przyjęcie do (…) Szpitala im. (…) w G. godzina 12.06). Brak jest zatem podstaw do przyjęcia, że takie – maksymalnie ok. godzinne – opóźnienie w hospitalizacji i leczeniu dziecka, znacząco zmniejszyło szansę pacjentki na przeżycie. Biegli nie stwierdzili jednoznacznie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy nieprawidłowym postępowaniem lekarza a zgonem dziecka. Posocznica o tak szybkim przebiegu, z towarzyszącym zespołem wykrzepiania wewnątrznaczyniowego, jest obarczona wysoką śmiertelnością, nawet przy prawidłowo i szybko udzielonej pomocy medycznej. Biegli podkreślili, że wysoka śmiertelność zwłaszcza niemowląt w wieku 3-12 miesięcy, najczęściej narażonych na posocznicę (sepsę) meningokową, nie pozwala jednak na jednoznaczne stwierdzenie, że zaniechanie badania było przynajmniej jedną z przyczyn zdynamizowania procesu chorobowego i w konsekwencji śmierci O. Piorunująco szybki rozwój choroby u małego niemowlęcia wskazuje, że ryzyko zgonu było a priori bardzo wysokie, a tym samym, być może nawet natychmiastowa intensywna terapia nie dawała gwarancji uratowania życia dziecka. Biegli przeanalizowali szczegółowo czas jaki mogłaby zyskać dziewczynka, gdyby świadczenie zdrowotne zostało jej udzielone w pierwszej przychodni, a nie dopiero na oddziale szpitalnym. Nawet gdyby pediatra zbadała dziewczynkę i niezwłocznie przystąpiła do leczenia sepsy, to ze względu na fakt, iż dziewczynka byłaby zdiagnozowana w przychodni ogólnej, musiałaby zostać przewieziona do oddziału szpitalnego celem wdrożenia antybiotykoterapii. Dla stwierdzenia obecności związku przyczynowo – skutkowego wymagane jest wykazanie jego prawdopodobieństwa, tj. związku przyczynowo – skutkowego graniczącego z pewnością. Tymczasem proces chorobowy, który dotyczył niemowlęcia O., przebiegał niezwykle szybko i był obarczony wysokim ryzykiem zgonu. Można przyjąć, że wcześniejsze (ok. 1 godz.) podanie antybiotyków i zastosowanie leczenia ogólnego dawało jakąś bliżej nieokreśloną szansę uratowania życia dziecka, nie sposób jednak stwierdzić jednoznacznie, jaka byłaby to szansa. W ocenie biegłych, byłaby to szansa niewielka. W takim stanie faktyczny wyrokiem z dnia 11 maja 2021 r. Sąd Rejonowy uniewinnił lekarkę od zarzucanego jej czynu. Sąd Okręgowy wyrokiem z dnia 10 grudnia 2021 r. wyrok sądu I instancji utrzymał w mocy. W przedmiotowej sprawie Sąd wziął pod uwagę, okoliczności jakie podnosiła obrona, pomimo obowiązku zbadania dziecka, brak takiego badania nie przyczynił się w sposób bezpośredni lub pośredni do śmierci dziecka, gdyż ze względu na skalę choroby nie można jednoznacznie stwierdzić, czy dziewczynka przeżyłaby, gdyby postawiono diagnozę już w pierwszej przychodni.

Sprawy prawne w medycynie rzadko są zero-jedynkowe.

Jeśli potrzebujecie spokojnej, merytorycznej konsultacji, zapraszamy do kontaktu:

📩 kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Strona 1 z 4

KONTAKT

Kancelaria Adwokacko-Radcowska
"Podsiadły-Gęsikowska, Powierża" Sp. p.

ul. Filtrowa 61/3
02-056 Warszawa

+48 22 628 64 94
+48 600 322 901

kancelaria@prawniklekarza.pl

REGON: 369204260 NIP: 7010795766

AEKSANDRA POWIERŻA

+48 604 077 322
aleksandra.powierza@prawniklekarza.pl

KAROLINA PODSIADŁY-GĘSIKOWSKA

+48 735 922 156
karolina.podsiadly@prawniklekarza.pl