Autor: Karolina Podsiadły Strona 1 z 30

Komisja Zdrowia w sprawie „Lex Szarlatan” 09.06.2026 r. – spostrzeżenia mec. Karoliny

Wczoraj – 09.06.2026 r. – brałam udział z ramienia Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych udział w posiedzeniu komisji ds. zdrowia w związku z procedowaniem zmian do ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta tzw. „Lex szarlatan”.

Moje spostrzeżenia są takie, że społeczeństwo i potencjalni pacjenci nie mamy pojęcia co te zmiany za sobą niosą i jaki jest ich cel.

Panuje przekonanie, że pacjenci będą mieli ograniczoną wolność wyboru metod leczenia czy też terapii a także, że w wyniku zmian z rynku znikną usługi świadczone przez zielarzy, joginów czy masażystów.

Nie o tym są te zmiany.

Natomiast nie dziwię się już skąd panuje tak błędne przekonanie o tym, co te przepisy zmienią.

Otóż usłyszałam jako koronne argumenty przeciwko wprowadzanym zmianą:

  1. zmiany te wspierane są przez BigFarme (w sumie to standardowy argument przeciwników medycyny), bo lekarze przepisują chorym ludziom leki,
  2. zakaz publicznego rozpowszechniania informacji o tym, że dana metoda lecznicza szkodzi pacjentom godzi w swobodę wypowiedzi i narusza wolność wypowiedzi,
  3. ogromna obawa o to, jak Rzecznik Praw Pacjenta ustali jakie działania czy stosowane terapie są zgodne z aktualną wiedzą medyczną ( a tylko działanie z aktualną wiedzą medyczną jest dopuszczalne), czyli co jest tym EBM?

 

Ad 1) Hmm lekarzem nie jestem, ale myślę sobie, że jeśli do lekarza trafia pacjent CHORY to trudno oczekiwać, aby lekarz nie zalecił mu stosowania farmakologii… Czym innym jest profilaktyka – wtedy to słynne „pobiegaj sobie”, aby ewentualnie zapobiec depresji może ma sens, ale jeśli przykładowo do psychiatry trafia pacjent z depresją to trudno oczekiwać, aby lekarz zalecił mu tylko aktywność fizyczną.

 

Ad 2) Gdyby wprowadzane zmiany zakazywały publicznych wypowiedzi na temat skuteczności stosowanych metod leczenia to faktycznie można by się obawiać, że dążymy do zabrania nam wolności słowa.

Ale tak nie jest.

 

Lex szarlatan broni przed takimi wypowiedziami, czyli publicznym rozpowszechnianiu lub promowaniu:

  1. metody diagnostycznej lub leczniczej lub metody, w przypadku której deklaruje się lub sugeruje, że ma właściwości świadczenia zdrowotnego, niezgodnej z aktualną wiedzą medyczną, zagrażającej życiu lub zdrowiu, w szczególności przez podawanie nieprawdziwych informacji dotyczących zastosowania danej metody jako skutecznej i bezpiecznej w diagnozowaniu lub leczeniu, lub
  2. szkodliwości lub nieskuteczności stosowania metody diagnostycznej lub leczniczej zgodnej z aktualną wiedzą medyczną, w szczególności przez podawanie nieprawdziwych informacji na temat tej metody lub zniekształcenie informacji o niej, lub takie przedstawienie informacji o tej metodzie, które może wywołać u pacjenta wrażenie, że jest ona szkodliwa lub nieskuteczna

ALE TYLKO WÓWCZAS, gdy jest ona podejmowana W CELU OSIĄGNIĘCIA KORZYŚCI MAJĄTKOWEJ LUB OSOBISTEJ.

Zatem jeśli ktoś nam publicznie oświadcza, że leki na depresje nam szkodzą i nie pomogą, gdyż wystarczy podejmować aktywność fizyczną, ale za kilka dni zaczyna promować swój płatny kurs „jak wyleczyć depresję bez leków” – wówczas taka osoba, może obawiać się, że Lex szarlatan znajdzie zastosowanie.

I to jest clue tych zmian.

Mamy całą masę internetowych twórców, którzy tworzą mity medyczne, straszą pacjentów lekarzami, odwodzą nas kategorycznie od leczenia, aby potem nakłonić nas do zainwestowania w ich produkty i usługi, które absolutnie nie mają szans na pomoc w naszych schorzeniach a wielokrotnie nam szkodzą.

Takie osoby nie dość, że zarabiają na naszym zdrowiu, to jeszcze są bezkarne tak długo dopóki nie spowodują śmierci leczonej przez siebie osoby.

Choć nawet wtedy, wobec aktualnego stanu prawnego, jeszcze i tak mogą szkodzić innym zanim ostatecznie zostaną ukarani.

 

Ad 3) I wreszcie wiele osób się zastanawiało co to jest to „evidence based medicine” i w jaki sposób Rzecznik Praw Pacjenta ustali sobie, co jest zgodne z aktualną wiedzą medyczną a co nie jest, gdyż nie stworzono żadnego katalogu procedur uznanych za zgodne EBM.

Mało tego przecież medycyna idzie do przodu, rozwija się, więc nie da się ustalić co jest aktualną wiedzą medyczną.

Absolutnie byłam zdziwiona taką argumentacją.

Przecież to pojęcie jest znane medycynie od setek lat… I tak, medycyna się rozwija, to co kiedyś było uznane za aktualne, aktualne już nie jest.

Dlatego medycyna jest nauką, z którą należy być na bieżąco i tego oczekuje się od lekarzy. Lekarze muszą ten obowiązek spełniać, ciągle się dokształcając. Oczywiste.

Ponadto, przecież istotą sporu o błędy medyczne jest przecież ustalenie czy lekarz udzielając świadczeń zdrowotnych działał z aktualną wiedzą medyczną.

Jakoś w trakcie procesów nikt nie podnosi, że to niemożliwe, aby ocenić, czy lekarz działał zgodne z EMB… Takie ustalenia na co dzień są podejmowane przez prokuraturę, sądy cywilne, sądy karne, czy sądy lekarskie…. I nikt nie bije na alarm z tego powodu.

Dodatkowo przecież nigdy nie oceniamy danego zdarzenia medycznego post factum tylko ustalamy czy w momencie podjęcia działania medycznego czy też jego zaniechania było ono zgodne z EBM. Zatem wszelkie argumenty, że medycyna się rozwija i dlatego nie można uznać, iż coś jest aktualne a za chwilę nie jest, nie powinno budzić obaw i być argumentem przeciwko.

Naprawdę powyższe obawy są irracjonalne i niestety wywołują niepotrzebne obawy wśród nas potencjalnych pacjentów/klientów.

 

 

 

FacebookLinkedInEmailPrint

ᴄᴢʏ ʟᴇᴋᴀʀᴢ ᴍᴏᴢ̇ᴇ ᴘʀᴏᴡᴀᴅᴢɪᴄ́ ᴋᴏɴꜱᴜʟᴛᴀᴄᴊᴇ ᴘʀᴢᴇᴢ ɪɴꜱᴛᴀɢʀᴀᴍ ʟᴜʙ ᴡʜᴀᴛꜱᴀᴘᴘ??

„Panie Mecenas, pacjent wysłał mi zdjęcie wyniku na WhatsAppie i zapytał, czy wszystko jest w porządku. Mogę odpowiedzieć?”

To pytanie wraca w naszej praktyce coraz częściej.

Jeszcze kilka lat temu większość kontaktów z pacjentami odbywała się w gabinecie lub przez telefon. Dziś pacjenci piszą na WhatsAppie, Messengerze, a czasem nawet na Instagramie. Dla wielu lekarzy jest to wygodne. Dla pacjentów jeszcze bardziej.

Tylko czy udzielanie porad medycznych przez WhatsApp czy Instagram jest to zgodne z prawem?

Co do zasady tak, ale należy pamiętać, że o tym, czy mamy do czynienia ze świadczeniem zdrowotnym, nie decyduje używana aplikacja, lecz treść rozmowy, a granica między zwykłą wiadomością a konsultacją medyczną jest bardzo cienka.

Jeśli odpowiadacie na pytania organizacyjne, na przykład o termin wizyty czy kwestie rejestracji, nie ma jeszcze mowy o udzielaniu świadczenia zdrowotnego.

Sytuacja zmienia się jednak wtedy, gdy zaczynacie analizować objawy, interpretować wyniki badań, sugerować leczenie albo oceniać stan zdrowia pacjenta. W takim momencie nie jest to już zwykła wymiana wiadomości. To konsultacja medyczna.

A skoro konsultacja medyczna, to pojawiają się również obowiązki.

Trzeba wówczas pamiętać o identyfikacji pacjenta, zachowaniu tajemnicy lekarskiej, odpowiedniej ochronie danych oraz dokumentacji medycznej…a przecież komunikatory typu WhatsApp i media społecznościowe nie są stworzone do udzielania świadczeń zdrowotnych, dlatego trudno Wam będzie zapewnić wymagany standard.

Z punktu widzenia ryzyka prawnego odpowiedzi typu –

  • „To wygląda na alergię”
  • „Proszę brać ten lek przez 7 dni”
  • „Nie ma się czym martwić”
  • „Na zdjęciu wygląda to niegroźnie”

– często udzielone z grzeczności – niosą za sobą konsekwencje.

Takie jedno zdanie może zostać potraktowane jak porada lekarska. A skoro porada lekarska, to należy pamiętać o obowiązkach się z tym wiążących podane powyżej.

Dlatego w praktyce najlepiej przyjąć prostą zasadę. Jeżeli wiadomość od pacjenta wymaga oceny medycznej, nie powinno się prowadzić tej rozmowy przez media społecznościowe, tylko przenieść ją do kanału, który pozwala na normalną konsultację i dokumentację.

W takich sytuacjach możecie odpisać w sposób prosty i bezpieczny. Na przykład: „Dziękuję za wiadomość. Nie jestem w stanie zweryfikować Pani lub Pana tożsamości ani ocenić stanu zdrowia na podstawie wiadomości na Instagramie. W celu bezpiecznej oceny proszę o umówienie wizyty lub teleporady.”

Albo krócej i mniej formalnie: „Nie udzielam indywidualnych konsultacji medycznych przez Instagram/ WhatsApp. W razie problemów zdrowotnych proszę o kontakt w ramach wizyty lub teleporady.”

Przy dużych profilach warto mieć nawet gotową, automatyczną odpowiedź, która jasno komunikuje, że media społecznościowe nie są kanałem do udzielania porad medycznych.

Pamiętajcie, że ryzyko nie polega na samej chęci pomocy pacjentowi, tylko na tym, że jedno zdanie napisane w DM może później zostać potraktowane jak porada lekarska. A wtedy tłumaczenie, że była to tylko szybka odpowiedź na Instagramie, zwykle już nie ma większego znaczenia.

Dlatego problemem nie jest WhatsApp ani Instagram. Problemem jest udzielanie indywidualnych porad medycznych poza systemem, który pozwala zachować standardy wykonywania zawodu.

 

FacebookLinkedInEmailPrint

Lekarze z Ukrainy a uproszczony dostęp do zawodu – co naprawdę się zmieni?

Pamiętamy jakby to było wczoraj, w jakich okolicznościach Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa wchodziła w życie i ile emocji jej towarzyszyło zarówno ze strony obywateli w tym również lekarzy i prawników.

Lekarze mierzyli się ze zmianami związanymi z zakresem możliwości udzielania pomocy medycznej pacjentom z Ukrainy jak i z upraszczaniem dostępu do zawodu lekarza dla lekarzy z Ukrainy. 

Ustawa weszła w życie bardzo szybko i sprawnie. Co nie oznacza, że jej regulacje nie budziły wątpliwości.

Miałyśmy przyjemność współpracy przy tworzeniu pierwszego komentarza do tej Ustawy. Nie wiem, czy wiecie, ale przy tworzeniu komentarzy zaangażowanych jest wielu autorów, zatem otrzymując propozycję współpracy –czasem trzeba szybko „zaklepać sobie” artykuły, które chciałoby się skomentować.

Nam wówczas się udało i otrzymałyśmy m.in. art. 61 ww. Ustawy, który przyznawał lekarzom z Ukrainy możliwość udzielania świadczeń zdrowotnych pacjentom na terenie naszego kraju bez konieczności nostryfikacji dyplomu, ale i po spełnieniu określonych wymogów i pracy w konkretnych warunkach.

I właśnie aktualnie ten artykuł ma zostać wykreślony z Ustawy. Oczywiście zmiany są szersze, ale my odnosimy się jedynie do tych które dotyczą prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty w Polsce.

Zasadniczym celem zmian jest wygaszenie i uporządkowanie rozwiązań nadzwyczajnych, które zostały przyjęte w warunkach kryzysowych po 2022 r.

Nie mamy więc do czynienia z pojedynczym przepisem przejściowym, lecz z elementem szerszego procesu normalizacji systemu prawnego po okresie szczególnym.

Niemniej nie miejmy złudzeń, że projektowane zmiany rozwiązują w sposób kompleksowy wszystkie problemy związane z dalszym funkcjonowaniem lekarzy, którzy zostali dopuszczeni do zawodu w trybach uproszczonych.

Projekt ustawy przewiduje zachowanie skutków prawnych decyzji administracyjnych oraz uchwał wydanych na podstawie dotychczas obowiązujących przepisów. Oznacza to, że lekarze, którzy uzyskali warunkowe prawo wykonywania zawodu na podstawie uchylanego art. 61 ust. 1 ustawy pomocowej, nie tracą automatycznie swoich uprawnień z dniem uchylenia tego przepisu.

Z perspektywy prawnej kluczowy problem polega jednak na tym, że ustawodawca nie przesądza jednoznacznie dalszej ścieżki zawodowej tej grupy lekarzy. W szczególności:

  • nie określa terminów przejścia na pełne prawo wykonywania zawodu,
  • nie precyzuje warunków, jakie muszą zostać spełnione,
  • nie wskazuje konsekwencji braku dostosowania się do standardowego reżimu prawnego.

Jest to obszar wymagający dalszego doprecyzowania, aby zapewnić bezpieczeństwo prawne zarówno lekarzom, jak i organom stosującym prawo.

Zachowanie ważności dotychczasowych decyzji niewątpliwie rozwiązuje problem ciągłości wykonywania zawodu i zapobiega nagłemu wykluczeniu lekarzy z systemu ochrony zdrowia. Nie odpowiada jednak na kluczowe pytanie:

Jak długo i na jakich zasadach lekarze z warunkowym PWZ mają funkcjonować w systemie?

Brak jednoznacznych ram czasowych i proceduralnych może znowu prowadzić do rozbieżnych interpretacji przepisów, niejednolitej praktyki izb lekarskich oraz sporów administracyjnych i sądowych.

 

FacebookLinkedInEmailPrint

Ograniczanie wynagrodzeń lekarzy – wątpliwości prawne

Na co dzień kierujemy nasze publikacje głównie do przedstawicieli zawodów medycznych, koncentrując się na aspektach prawnych ich pracy. Jednak wobec aktualnej debaty publicznej dotyczącej propozycji ustawowego ograniczenia wynagrodzeń lekarzy, tym razem warto zabrać głos także z perspektywy pacjentów i całego systemu ochrony zdrowia.

W przestrzeni publicznej pojawiają się pomysły regulacyjne mające na celu ograniczenia wysokości wynagrodzeń lekarzy zatrudnionych na kontrakcie w ramach publicznej ochrony zdrowia. Należy jednak podkreślić, że tego rodzaju rozwiązania budzą poważne zastrzeżenia natury konstytucyjnej i systemowej, a ich wprowadzenie doprowadzi prowadzi do negatywnych konsekwencji dla nas- pacjentów.

Nie zagłębiając się w szczegóły i wychodząc od ustawy zasadniczej w naszej ocenie dojdzie do naruszenia co najmniej art. 22 Konstytucji, a więc swobody wolności i działalności gospodarczej, a także art. 32, który mówi o zasadzie równości i zakazie dyskryminacji. Owszem swoboda działalności gospodarczej może zostać ograniczona w drodze ustawy, ale tylko wówczas, gdy mamy do czynienia z ważnym interesem publicznym. Interes publiczny polega zaś on na zaspokajaniu potrzeb jak największej liczby osób. Interes publiczny to dobro ogółu. Jeśli ustalimy granice zarobków w publicznej ochronie zdrowia, to ze sporym prawdopodobieństwem skończy się odejściem lekarzy do placówek prywatnych, co doprowadzi do jeszcze mniejszej dostępności do świadczeń zdrowotnych.

Ustalanie górnej granicy zarobków tylko dla jednej grupy zawodowej narusza zasady równości. Patrząc choćby przez pryzmat faktu, że poza lekarzami pracującymi np. w publicznych szpitalach mamy pielęgniarki, położne, fizjoterapeutów czy ratowników medycznych a górna granica wynagrodzenia miałaby dotyczyć tylko jednej grupy zawodów medycznych. Jest to oczywista nierówność wobec prawa.

Ponadto, z punktu widzenia prawa należy pamiętać, że:

  • Konstytucja RP gwarantuje prawo do godnego wynagrodzenia za pracę,
  • obowiązuje zasada równego traktowania pracowników,
  • wolność wykonywania zawodu oraz wolność działalności gospodarczej korzystają z ochrony prawnej,
  • wszelkie ograniczenia tych praw mogą być wprowadzane wyłącznie w sposób uzasadniony, proporcjonalny i służący interesowi publicznemu.

Zrozumiałe są emocje pacjentów wynikające z długiego oczekiwania na świadczenia czy ograniczonej dostępności usług medycznych. Jednak źródłem tych problemów nie są lekarze, lecz niedofinansowanie i niewydolność organizacyjna systemu ochrony zdrowia. Przenoszenie odpowiedzialności za te kwestie na pracowników medycznych jest uproszczeniem, które pogłębia społeczne napięcia i oddala nas od rzeczywistych rozwiązań.

Lekarze, mimo trudnych warunków pracy, presji i licznych obciążeń, wykonują swoje obowiązki z najwyższą starannością i odpowiedzialnością. Godne wynagrodzenie oraz bezpieczne warunki pracy nie stanowią przywileju — są niezbędnym warunkiem utrzymania stabilnego i efektywnego systemu ochrony zdrowia.

Dlatego zamiast rozważać ograniczanie wynagrodzeń, należy skoncentrować się na działaniach systemowych: poprawie organizacji pracy, zwiększeniu dostępności kadr medycznych, wzmacnianiu zaufania pomiędzy pacjentami a personelem medycznym oraz zapewnieniu stabilnych i przewidywalnych ram prawnych dla wykonywania zawodu lekarza.

Rozwiązania legislacyjne dotyczące wynagrodzeń nie mogą być reakcją na społeczne emocje – muszą wynikać z rzetelnej analizy prawnej, ekonomicznej i zdrowotnej, a także troski o przyszłość systemu, od którego zależy bezpieczeństwo nas wszystkich.

Nie można bowiem pomijać faktu, że:

  • zawód lekarza wymaga najwyższych kwalifikacji, zdobywanych przez kilkanaście lat nauki i specjalizacji,
  • lekarze ponoszą szczególną odpowiedzialność, a każda ich decyzja może zaważyć na zdrowiu lub życiu pacjenta,
  • pracują pod ogromną presją, często w warunkach przeciążenia, stresu i braku odpoczynku,
  • są to ludzie, którzy – jak każdy z nas – mają rodziny, zobowiązania i prawo do życia w poczuciu bezpieczeństwa.

Trudno uznać za racjonalne, by próbować naprawiać system ochrony zdrowia kosztem tych, dzięki którym wciąż on funkcjonuje.

Zdrowie jest wartością nadrzędną – bez niego nie ma pracy, rozwoju ani szczęścia. Dlatego praca lekarzy powinna być szanowana i odpowiednio wynagradzana, zgodnie z zasadami prawa i elementarnej sprawiedliwości społecznej.

 

FacebookLinkedInEmailPrint

Strona 1 z 30

KONTAKT

Kancelaria Adwokacko-Radcowska
"Podsiadły-Gęsikowska, Powierża" Sp. p.

ul. Filtrowa 61/3
02-056 Warszawa

+48 22 628 64 94
+48 600 322 901

kancelaria@prawniklekarza.pl

REGON: 369204260 NIP: 7010795766

AEKSANDRA POWIERŻA

+48 604 077 322
aleksandra.powierza@prawniklekarza.pl

KAROLINA PODSIADŁY-GĘSIKOWSKA

+48 735 922 156
karolina.podsiadly@prawniklekarza.pl