Kategoria: obowiązki lekarza Strona 1 z 8

Analiza przypadku

Obowiązek informowania chorego o jego stanie zdrowia przez medyków ma bardzo duże znaczenie w procesie leczenia. Jednak warto zadać sobie pytanie, jak często obowiązek ten obarcza lekarzy ciężarem dotarcia do czasami nieuchwytnych pacjentów? Słusznie w orzecznictwie coraz częściej spotkamy się ze stanowiskiem, że to pacjent powinien być najbardziej zainteresowany stanem swojego zdrowia i właśnie on, rzecz jasna pouczony np. o potrzebie odebrania wyników, powinien zadbać o pozyskanie tych informacji medycznych. Zaniedbanie przez lekarzy obowiązku informacyjnego ma poważne konsekwencje. Ale czy zawsze?

10 maja 2020 r. pani A. przeszła planowany zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego z kamieniami w szpitalu X. Następnie zlecono wykonanie badania histopatologicznego wyciętego narządu, które – jak się później okazało – wskazało na chorobę nowotworową, gruczolakoraka G2. Szpital X. otrzymał wyniki badania 22 maja 2020 r., jednak nie przekazał pacjentce informacji o jej stanie zdrowia, mimo że 26 maja 2020 r. była na badaniach kontrolnych w poradni chirurgicznej. Kolejna wizyta miała miejsce pół roku później, tj. 20 grudnia 2020 r. Pani A. została ponownie przyjęta do szpitala X. z rozpoznaniem żółtaczki mechanicznej w przebiegu choroby nowotworowej pęcherzyka żółciowego, cukrzycy i guza nerki prawej. Guz nerki był odrębnym, niezależnym nowotworem złośliwym. Właśnie podczas tego pobytu w szpitalu X. pani A. dowiedziała się o wynikach wykonanego w maju 2020 r. badania histopatologicznego. Wobec deficytu wiedzy o swoim stanie zdrowia, pacjentka nie podjęła dalszego leczenia. Po przekazaniu chorej informacji przez personel szpitala świadczenia zdrowotne udzielane jej miały jedynie charakter paliatywny, czego skutkiem była śmierć pacjentki 2 marca 2021 r. w wyniku rozwoju choroby nowotworowej pęcherzyka żółciowego.

Sąd Apelacyjny w Y. ustalił, że bezpośrednią przyczyną śmierci pani A. był rozwój nowotworu pęcherzyka żółciowego, aczkolwiek wdrożenie leczenia jeszcze w maju 2020 r. mogło wydłużyć jej życie od kilku do kilkunastu miesięcy. W związku z dwoma rozwijającymi się nowotworami złośliwymi oraz występującą cukrzycą odporność chorej była skrajnie obniżona już w maju, istniało więc prawdopodobieństwo, że po hipotetycznej operacji przeprowadzonej pod koniec maja 2020 r. nowotwór pęcherzyka żółciowego przyjąłby formę agresywną i doszłoby do śmierci pacjentki już w czerwcu. W tak ustalonym stanie faktycznym Sąd Apelacyjny w Y. wykluczył odpowiedzialność szpitala X. za śmierć pani A., mimo niepoinformowania pacjentki o wynikach badania histopatologicznego. Uznał, że bezpośrednią przyczyną śmierci była choroba nowotworowa, a nie zaniedbanie szpitala. Rodzina zmarłej wniosła skargę kasacyjną od wyroku Sądu Apelacyjnego w Y. do Sądu Najwyższego, który ją oddalił jako niezasadną w przedmiotowej sprawie. Potwierdził jednak niedopełnienie obowiązku informacyjnego szpitala względem pacjentki na podstawie art. 31 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (t.j. DzU z 2020 r., poz. 514 z późn. zm., dalej jako u.z.l.). W świetle okoliczności sprawy nie budzi wątpliwości, że proces diagnozowania stanu zdrowia pani A. nie został zakończony, gdyż zlecono pobranie tkanek do badań histologicznych, które stanowią część bardziej złożonego procesu diagnozy.

📌 Gdzie kończy się obowiązek informacyjny lekarza, a zaczyna odpowiedzialność pacjenta za własne zdrowie?

Opisany wyrok Sądu Najwyższego pokazuje, że nawet stwierdzenie naruszenia obowiązku informacyjnego przez podmiot leczniczy nie zawsze oznacza odpowiedzialność za najtragiczniejsze skutki zdrowotne. Granica między błędem organizacyjnym, naruszeniem praw pacjenta a odpowiedzialnością odszkodowawczą bywa znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

FacebookLinkedInEmailPrint

ᴄᴢʏ ʟᴇᴋᴀʀᴢ ᴍᴏᴢ̇ᴇ ᴘʀᴏᴡᴀᴅᴢɪᴄ́ ᴋᴏɴꜱᴜʟᴛᴀᴄᴊᴇ ᴘʀᴢᴇᴢ ɪɴꜱᴛᴀɢʀᴀᴍ ʟᴜʙ ᴡʜᴀᴛꜱᴀᴘᴘ??

„Panie Mecenas, pacjent wysłał mi zdjęcie wyniku na WhatsAppie i zapytał, czy wszystko jest w porządku. Mogę odpowiedzieć?”

To pytanie wraca w naszej praktyce coraz częściej.

Jeszcze kilka lat temu większość kontaktów z pacjentami odbywała się w gabinecie lub przez telefon. Dziś pacjenci piszą na WhatsAppie, Messengerze, a czasem nawet na Instagramie. Dla wielu lekarzy jest to wygodne. Dla pacjentów jeszcze bardziej.

Tylko czy udzielanie porad medycznych przez WhatsApp czy Instagram jest to zgodne z prawem?

Co do zasady tak, ale należy pamiętać, że o tym, czy mamy do czynienia ze świadczeniem zdrowotnym, nie decyduje używana aplikacja, lecz treść rozmowy, a granica między zwykłą wiadomością a konsultacją medyczną jest bardzo cienka.

Jeśli odpowiadacie na pytania organizacyjne, na przykład o termin wizyty czy kwestie rejestracji, nie ma jeszcze mowy o udzielaniu świadczenia zdrowotnego.

Sytuacja zmienia się jednak wtedy, gdy zaczynacie analizować objawy, interpretować wyniki badań, sugerować leczenie albo oceniać stan zdrowia pacjenta. W takim momencie nie jest to już zwykła wymiana wiadomości. To konsultacja medyczna.

A skoro konsultacja medyczna, to pojawiają się również obowiązki.

Trzeba wówczas pamiętać o identyfikacji pacjenta, zachowaniu tajemnicy lekarskiej, odpowiedniej ochronie danych oraz dokumentacji medycznej…a przecież komunikatory typu WhatsApp i media społecznościowe nie są stworzone do udzielania świadczeń zdrowotnych, dlatego trudno Wam będzie zapewnić wymagany standard.

Z punktu widzenia ryzyka prawnego odpowiedzi typu –

  • „To wygląda na alergię”
  • „Proszę brać ten lek przez 7 dni”
  • „Nie ma się czym martwić”
  • „Na zdjęciu wygląda to niegroźnie”

– często udzielone z grzeczności – niosą za sobą konsekwencje.

Takie jedno zdanie może zostać potraktowane jak porada lekarska. A skoro porada lekarska, to należy pamiętać o obowiązkach się z tym wiążących podane powyżej.

Dlatego w praktyce najlepiej przyjąć prostą zasadę. Jeżeli wiadomość od pacjenta wymaga oceny medycznej, nie powinno się prowadzić tej rozmowy przez media społecznościowe, tylko przenieść ją do kanału, który pozwala na normalną konsultację i dokumentację.

W takich sytuacjach możecie odpisać w sposób prosty i bezpieczny. Na przykład: „Dziękuję za wiadomość. Nie jestem w stanie zweryfikować Pani lub Pana tożsamości ani ocenić stanu zdrowia na podstawie wiadomości na Instagramie. W celu bezpiecznej oceny proszę o umówienie wizyty lub teleporady.”

Albo krócej i mniej formalnie: „Nie udzielam indywidualnych konsultacji medycznych przez Instagram/ WhatsApp. W razie problemów zdrowotnych proszę o kontakt w ramach wizyty lub teleporady.”

Przy dużych profilach warto mieć nawet gotową, automatyczną odpowiedź, która jasno komunikuje, że media społecznościowe nie są kanałem do udzielania porad medycznych.

Pamiętajcie, że ryzyko nie polega na samej chęci pomocy pacjentowi, tylko na tym, że jedno zdanie napisane w DM może później zostać potraktowane jak porada lekarska. A wtedy tłumaczenie, że była to tylko szybka odpowiedź na Instagramie, zwykle już nie ma większego znaczenia.

Dlatego problemem nie jest WhatsApp ani Instagram. Problemem jest udzielanie indywidualnych porad medycznych poza systemem, który pozwala zachować standardy wykonywania zawodu.

 

FacebookLinkedInEmailPrint

Gdy pacjent ma milion obserwujących. Czego lekarzy uczy głośna „afera bondingowa”?

Pewnie większość z Was kojarzy medialną aferę, która kilka miesięcy temu przetoczyła się przez portale plotkarskie i media społecznościowe. W centrum wydarzeń znalazł się znany prezenter telewizyjny oraz lekarz dentysta, który wykonał u niego zabieg bondingu. Najpierw były publiczne pochwały efektów leczenia, później pojawiła się ostra krytyka, wzajemne zarzuty i szeroko komentowany konflikt.

Choć sprawa szybko stała się pożywką dla mediów, dla środowiska medycznego niesie ona znacznie ważniejszą lekcję. Pokazuje bowiem, że każdy pacjent  – niezależnie od liczby obserwujących na Instagramie czy rozpoznawalności nazwiska – pozostaje przede wszystkim pacjentem. A lekarz powinien zabezpieczyć się dokładnie tak samo, jak zabezpiecza się przy udzielaniu świadczeń każdej innej osobie.

Jednocześnie nie sposób ignorować faktu, że pacjenci funkcjonują dziś w świecie mediów społecznościowych. Jeden post potrafi dotrzeć do setek  jak nie tysięcy osób, a jedna negatywna relacja może wywołać kryzys wizerunkowy większy niż niejedna skarga czy pozew. Dlatego współpraca z osobami publicznymi wymaga od lekarza szczególnej rozwagi.

Dokumentacja jest ważniejsza niż zasięgi

W praktyce największym błędem nie jest samo leczenie osoby publicznej. Błędem jest potraktowanie takiego pacjenta inaczej niż każdego innego.

Jeżeli lekarz wykonuje zabieg estetyczny, powinien zadbać o szczegółową dokumentację medyczną obejmującą nie tylko przebieg leczenia, ale również stan wyjściowy pacjenta. W przypadku procedur estetycznych szczególne znaczenie mają fotografie wykonane przed rozpoczęciem leczenia, dokumentacja kolejnych etapów terapii oraz odnotowanie wszystkich zaleceń przekazywanych pacjentowi.

Po latach pamięć pacjenta i lekarza może być zupełnie inna. Dokumentacja pozostaje natomiast najbardziej obiektywnym „świadkiem zdarzeń”.

Zgoda pacjenta to nie formularz do podpisania

Wielu lekarzy nadal traktuje zgodę pacjenta jako formalność. Tymczasem właśnie przy zabiegach estetycznych prawidłowo przeprowadzony proces uzyskania zgody może mieć kluczowe znaczenie.

Pacjent powinien zostać poinformowany nie tylko o korzyściach zabiegu, ale również o jego ograniczeniach, możliwych powikłaniach, konieczności przestrzegania zaleceń oraz o alternatywnych metodach postępowania.

Dobrze przygotowana zgoda powinna w szczególności obejmować:

  • opis planowanego zabiegu,
  • wskazanie możliwych powikłań i działań niepożądanych,
  • informacje o ograniczeniach efektu estetycznego,
  • wskazanie alternatywnych metod leczenia,
  • zalecenia pozabiegowe,
  • potwierdzenie możliwości zadawania pytań i uzyskania odpowiedzi.

Warto pamiętać, że sam podpis pod formularzem nie wystarczy. Najważniejsze jest wykazanie, że pacjent rzeczywiście otrzymał informacje pozwalające mu podjąć świadomą decyzję.

Media społecznościowe nie zmieniają zasad wykonywania zawodu

Coraz częściej lekarze współpracują z influencerami, sportowcami czy osobami medialnymi. Tego rodzaju współpraca może przynosić wymierne korzyści marketingowe, ale jednocześnie generuje dodatkowe ryzyka.

Jeżeli leczenie ma być elementem współpracy promocyjnej, warto precyzyjnie uregulować zasady takiej relacji jeszcze przed rozpoczęciem świadczeń. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których zabieg wykonywany jest nieodpłatnie albo w zamian za działania promocyjne.

Lekarz powinien jasno określić, jakie są zasady współpracy, czego oczekują od siebie strony oraz jakie informacje mogą być publikowane w mediach społecznościowych.

Warto również pamiętać, że nawet najbardziej znany influencer nie przestaje być pacjentem. Oznacza to, że nadal obowiązuje tajemnica lekarska, zasady prowadzenia dokumentacji medycznej oraz wszystkie standardy wynikające z przepisów prawa.

Co zrobić, gdy pacjent publicznie krytykuje leczenie?

Naturalnym odruchem wielu lekarzy jest chęć natychmiastowego przedstawienia własnej wersji wydarzeń. Trzeba jednak zachować ostrożność.

Nawet jeśli pacjent sam opowiada o swoim leczeniu w mediach społecznościowych, nie oznacza to automatycznie, że lekarz został zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy lekarskiej. Publiczna polemika bardzo często prowadzi do ujawnienia informacji objętych tajemnicą zawodową, a to może generować kolejne problemy prawne.

W takich sytuacjach warto najpierw przeanalizować zakres możliwych działań prawnych, ocenić ryzyko naruszenia dóbr osobistych oraz ustalić, czy istnieją podstawy do podjęcia kroków mających na celu ochronę reputacji lekarza lub podmiotu leczniczego.

Najlepsza strategia zaczyna się przed konfliktem

Historia głośnej „afery bondingowej” pokazuje, że nawet pozornie idealna współpraca może zakończyć się publicznym sporem. Dlatego ochrona lekarza nie zaczyna się w chwili publikacji krytycznego posta czy nagrania. Zaczyna się znacznie wcześniej – od prawidłowo prowadzonej dokumentacji, rzetelnej zgody pacjenta, jasnych zasad komunikacji i konsekwentnego przestrzegania standardów wykonywania zawodu.

Bo ostatecznie nie ma znaczenia, czy pacjent ma stu obserwujących, sto tysięcy czy kilka milionów. W gabinecie lekarskim każdy powinien być traktowany według tych samych zasad. To właśnie one najskuteczniej chronią zarówno pacjenta, jak i lekarza.

W naszej codziennej pracy wspieramy lekarzy oraz placówki medyczne w budowaniu bezpiecznych procedur i rozwiązywaniu problemów prawnych, zanim staną się one źródłem sporu. Możesz do nas napisać na adres kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Pacjent nie powinien być odsyłany po L4 do innej placówki. Co naprawdę wynika z wyroku WSA?

 

Kolejny ważny wyrok dla podmiotów leczniczych — i jednocześnie kolejny sygnał, że sądy administracyjne coraz szerzej interpretują pojęcie „kompleksowości świadczeń zdrowotnych”.

W wyroku z 14 maja 2026 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę podmiotu leczniczego na decyzję Rzecznika Praw Pacjenta, uznając, że placówka naruszyła prawa pacjenta poprzez brak zapewnienia możliwości uzyskania zwolnienia lekarskiego w ramach udzielanego świadczenia zdrowotnego.

To orzeczenie ma bardzo duże znaczenie praktyczne, szczególnie dla prywatnych centrów medycznych, poradni specjalistycznych, placówek zabiegowych oraz podmiotów rozwijających telemedycynę. Pokazuje bowiem wyraźnie, że problem organizacyjny po stronie placówki może zostać oceniony jako naruszenie praw pacjenta — nawet wtedy, gdy samo świadczenie medyczne zostało wykonane prawidłowo.

Stan faktyczny był pozornie prosty. Pacjent otrzymał świadczenie zdrowotne, jednak nie uzyskał zaświadczenia o czasowej niezdolności do pracy i został odesłany po L4 do lekarza POZ w innej placówce. Podmiot leczniczy  nie zapewnił pacjentowi możliwości uzyskania zwolnienia lekarskiego w ramach udzielanego świadczenia zdrowotnego, co — zdaniem Rzecznika Praw Pacjenta i następnie WSA w Warszawie — naruszało prawo pacjenta do kompleksowych świadczeń zdrowotnych.  Wystawienie e-ZLA może stanowić integralny element procesu leczenia i rekonwalescencji, a pacjent nie powinien ponosić konsekwencji wewnętrznej organizacji pracy podmiotu.

I właśnie ten element wydaje się najistotniejszy z perspektywy rynku medycznego. Sąd bardzo wyraźnie przesunął punkt ciężkości z indywidualnego działania lekarza na odpowiedzialność organizacyjną placówki. Innymi słowy — nawet jeśli lekarz prowadzący wizytę nie wystawia zwolnień, ale podmiot zatrudnia innych lekarzy posiadających takie uprawnienia, to obowiązkiem placówki jest tak zorganizować proces udzielania świadczeń, aby pacjent otrzymał komplet niezbędnych dokumentów związanych z leczeniem.

To kolejny wyrok wpisujący się w coraz bardziej widoczny kierunek orzeczniczy, w którym prawa pacjenta są analizowane nie tylko przez pryzmat błędów medycznych sensu stricto, ale również jakości organizacji świadczeń. W ostatnich miesiącach sądy administracyjne i Rzecznik Praw Pacjenta coraz częściej oceniają sposób funkcjonowania rejestracji, dostępności lekarzy, ciągłości procesu leczenia czy komunikacji z pacjentem właśnie jako element realizacji praw pacjenta.

Dla podmiotów leczniczych oznacza to konieczność ponownego przeanalizowania procedur wewnętrznych. W wielu placówkach nadal funkcjonuje praktyka polegająca na odsyłaniu pacjentów do POZ po receptę, skierowanie lub zwolnienie lekarskie, mimo że świadczenie zostało udzielone przez specjalistę. Po tym wyroku utrzymywanie takich modeli organizacyjnych może generować realne ryzyko postępowań przed Rzecznikiem Praw Pacjenta, a w dalszej perspektywie również ryzyko reputacyjne.

Co ważne, sąd nie kwestionował samej autonomii organizacyjnej podmiotu leczniczego. WSA zwrócił jednak uwagę, że sposób organizacji pracy nie może prowadzić do przerzucania na pacjenta obowiązków, które powinny zostać zrealizowane w ramach kompleksowego świadczenia zdrowotnego. A to oznacza, że placówki powinny dziś patrzeć na proces leczenia szerzej niż wyłącznie przez pryzmat wykonania procedury medycznej.

To dobry moment, aby ponownie przeanalizować procedury funkcjonujące w placówce medycznej. Jeśli potrzebują Państwo wsparcia w zakresie praw pacjenta i organizacji świadczeń zdrowotnych — zapraszamy do kontaktu z naszą Kancelarią.

FacebookLinkedInEmailPrint

Strona 1 z 8

KONTAKT

Kancelaria Adwokacko-Radcowska
"Podsiadły-Gęsikowska, Powierża" Sp. p.

ul. Filtrowa 61/3
02-056 Warszawa

+48 22 628 64 94
+48 600 322 901

kancelaria@prawniklekarza.pl

REGON: 369204260 NIP: 7010795766

AEKSANDRA POWIERŻA

+48 604 077 322
aleksandra.powierza@prawniklekarza.pl

KAROLINA PODSIADŁY-GĘSIKOWSKA

+48 735 922 156
karolina.podsiadly@prawniklekarza.pl