Wszystkie przypadki związane z niepowodzeniami czy też błędami medycznymi nie są przyjemne. Ale najtrudniejsze są te z udziałem dzieci. Dzisiejsza Analiza przypadku, przedstawi Wam właśnie taką sytuację.
Wieczorem 23 listopada 2014 r. Małoletnia (czteromiesięczna dziewczynka) O. dostała wysokiej temperatury. Matka pacjentki myślała, że było to spowodowane ząbkowaniem, dlatego ojciec pacjentki kupił w aptece leki przeciwgorączkowe, po podaniu których gorączka zmalała. Nad ranem znów gorączka wzrosła. Około godz. 10.00 matka zauważyła, że córka jest cała mokra, gorąca i ma zimne ręce. Próbowała dodzwonić się do przychodni, ale nikt nie odbierał. Około godziny 10.50 rodzice udali się do przychodni w G. Pani w rejestracji powiedziała im, że lekarz pediatra ich nie przyjmie, bo jest zarejestrowanych dużo pacjentów. Matka zwróciła uwagę, że dziecko ma 4 miesiące i ma bardzo wysoką temperaturę. Rejestratorka skierowała matkę pacjentki bezpośrednio do lekarza pediatry, która przyjmowała w danym dniu, aby zapytać czy zostaną przyjęci. Doktor G. nie zgodziła się, gdyż na korytarzu oczekiwali inni pacjenci z trójką dzieci, które były zapisane na wizytę. Matka powiedziała lekarzowi jakie objawy ma ich dziecko, w tym, że ma wysoką temperaturę, jest blade i ma sine usta. Pediatra przekazała, że mają zarejestrować córkę na godziny popołudniowe i zbijać temperaturę tymi samymi lekami, które stosowali wcześniej. O godz. 11.23 matka zarejestrowała córkę na godz. 15.20. Ze względu na niepokojące objawy rodzice O. uznali jednak, że to dość długi czas i udali się do przychodni (…) na ul. (…) w G. Tam nie zostali przyjęci z uwagi na to, że O. nie należała do tej przychodni. Kazano im jechać do szpitala. W szpitalu, po zdjęciu dziecku czapki, matka zauważyła na twarzy i na klatce piersiowej wybroczyny – czerwono-sine kropki. O godz. 12.06 dziewczynką zajął się lekarz dyżurujący na oddziale dziecięcym. Dziecko trafiło do niego w stanie ciężkim. Po zbadaniu pacjentki, lekarz zadecydował o przyjęciu O. na Oddział. Podejrzewał u dziecka wystąpienie wstrząsu septycznego, który może towarzyszyć posocznicy i dlatego podjął decyzję o hospitalizacji. Po przyjęciu na oddział wdrożono leczenie – płynoterapię i antybiotykoterapię. Dziecko zostało zaintubowane przez anestezjologa. Małoletnia O. była w stanie ciężkim, a jej stan zdrowia się pogarszał. Anestezjolog podjął decyzję o przekazaniu dziecka do szpitala o wyższym stopniu referencyjności. W tym szpitalu O. była leczona od 24 listopada 2014 r. od godz. 14.52 do 25 listopada 2014 r. do godz. 13.15. Pomimo wielokierunkowego leczenia nie uzyskano poprawy stanu dziecka, stwierdzono cechy rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego i głębokiej kwasicy. W dniu 25 listopada 2014 r. o godz. 13.15 O. zmarła. Prokuratura Okręgowa oskarżyła lekarza pediatrę o to, że w dniu 24 listopada 2014 r. będąc zobowiązaną do wykonywania zawodu lekarza zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością, w tym do udzielania w stanach nagłych zachorowań świadczeniobiorcom spoza listy i z tego tytułu opieki nad pacjentem tej przychodni 4-miesięczną O., na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w ustalonych okolicznościach, po uzyskaniu wywiadu od matki o stanie jej zdrowia, dopuściła się błędu lekarskiego z zakresu etyki lekarskiej i dobrej praktyki pediatrycznej polegającego na tym, że bez przedmiotowego badania odmówiła niezwłocznego przyjęcia niemowlęcia będącego w stanie bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia, czym spowodowała opóźnienie zastosowania prawidłowej intensywnej terapii, co mogło być szansą na uratowanie dziecka. W toku procesu obrona wnioskowała o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych z instytutu medycznego w Ł. Opinia sporządzona przez troje specjalistów w dziedzinie pediatrii wskazywała, że niezależnie od liczby osób już zarejestrowanych do poradni i oczekujących na wizytę, lekarz pediatra powinna zbadać dziewczynkę. Po wykonaniu badania z dużym prawdopodobieństwem zostałaby podjęta decyzja o konieczności hospitalizacji dziecka i przewiezieniu karetką pogotowia ratunkowego do szpitala. Zaniechanie wykonania badania lekarskiego u O. stanowi błąd medyczny decyzyjny. Nie można jednak uznać, że błąd ten spowodował narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ponieważ O. w relatywnie krótkim czasie od pobytu w (…) w G. (wg. zeznań matki około godz. 10.50, wg. wydruku rejestracji wizyty około godz. 11.23) znalazła się w szpitalu (przyjęcie do (…) Szpitala im. (…) w G. godzina 12.06). Brak jest zatem podstaw do przyjęcia, że takie – maksymalnie ok. godzinne – opóźnienie w hospitalizacji i leczeniu dziecka, znacząco zmniejszyło szansę pacjentki na przeżycie. Biegli nie stwierdzili jednoznacznie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy nieprawidłowym postępowaniem lekarza a zgonem dziecka. Posocznica o tak szybkim przebiegu, z towarzyszącym zespołem wykrzepiania wewnątrznaczyniowego, jest obarczona wysoką śmiertelnością, nawet przy prawidłowo i szybko udzielonej pomocy medycznej. Biegli podkreślili, że wysoka śmiertelność zwłaszcza niemowląt w wieku 3-12 miesięcy, najczęściej narażonych na posocznicę (sepsę) meningokową, nie pozwala jednak na jednoznaczne stwierdzenie, że zaniechanie badania było przynajmniej jedną z przyczyn zdynamizowania procesu chorobowego i w konsekwencji śmierci O. Piorunująco szybki rozwój choroby u małego niemowlęcia wskazuje, że ryzyko zgonu było a priori bardzo wysokie, a tym samym, być może nawet natychmiastowa intensywna terapia nie dawała gwarancji uratowania życia dziecka. Biegli przeanalizowali szczegółowo czas jaki mogłaby zyskać dziewczynka, gdyby świadczenie zdrowotne zostało jej udzielone w pierwszej przychodni, a nie dopiero na oddziale szpitalnym. Nawet gdyby pediatra zbadała dziewczynkę i niezwłocznie przystąpiła do leczenia sepsy, to ze względu na fakt, iż dziewczynka byłaby zdiagnozowana w przychodni ogólnej, musiałaby zostać przewieziona do oddziału szpitalnego celem wdrożenia antybiotykoterapii. Dla stwierdzenia obecności związku przyczynowo – skutkowego wymagane jest wykazanie jego prawdopodobieństwa, tj. związku przyczynowo – skutkowego graniczącego z pewnością. Tymczasem proces chorobowy, który dotyczył niemowlęcia O., przebiegał niezwykle szybko i był obarczony wysokim ryzykiem zgonu. Można przyjąć, że wcześniejsze (ok. 1 godz.) podanie antybiotyków i zastosowanie leczenia ogólnego dawało jakąś bliżej nieokreśloną szansę uratowania życia dziecka, nie sposób jednak stwierdzić jednoznacznie, jaka byłaby to szansa. W ocenie biegłych, byłaby to szansa niewielka. W takim stanie faktyczny wyrokiem z dnia 11 maja 2021 r. Sąd Rejonowy uniewinnił lekarkę od zarzucanego jej czynu. Sąd Okręgowy wyrokiem z dnia 10 grudnia 2021 r. wyrok sądu I instancji utrzymał w mocy. W przedmiotowej sprawie Sąd wziął pod uwagę, okoliczności jakie podnosiła obrona, pomimo obowiązku zbadania dziecka, brak takiego badania nie przyczynił się w sposób bezpośredni lub pośredni do śmierci dziecka, gdyż ze względu na skalę choroby nie można jednoznacznie stwierdzić, czy dziewczynka przeżyłaby, gdyby postawiono diagnozę już w pierwszej przychodni.
Sprawy prawne w medycynie rzadko są zero-jedynkowe.
Jeśli potrzebujecie spokojnej, merytorycznej konsultacji, zapraszamy do kontaktu:







Comments are closed.