Lekarze z Ukrainy a uproszczony dostęp do zawodu – co naprawdę się zmieni?

Pamiętamy jakby to było wczoraj, w jakich okolicznościach Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa wchodziła w życie i ile emocji jej towarzyszyło zarówno ze strony obywateli w tym również lekarzy i prawników.

Lekarze mierzyli się ze zmianami związanymi z zakresem możliwości udzielania pomocy medycznej pacjentom z Ukrainy jak i z upraszczaniem dostępu do zawodu lekarza dla lekarzy z Ukrainy. 

Ustawa weszła w życie bardzo szybko i sprawnie. Co nie oznacza, że jej regulacje nie budziły wątpliwości.

Miałyśmy przyjemność współpracy przy tworzeniu pierwszego komentarza do tej Ustawy. Nie wiem, czy wiecie, ale przy tworzeniu komentarzy zaangażowanych jest wielu autorów, zatem otrzymując propozycję współpracy –czasem trzeba szybko „zaklepać sobie” artykuły, które chciałoby się skomentować.

Nam wówczas się udało i otrzymałyśmy m.in. art. 61 ww. Ustawy, który przyznawał lekarzom z Ukrainy możliwość udzielania świadczeń zdrowotnych pacjentom na terenie naszego kraju bez konieczności nostryfikacji dyplomu, ale i po spełnieniu określonych wymogów i pracy w konkretnych warunkach.

I właśnie aktualnie ten artykuł ma zostać wykreślony z Ustawy. Oczywiście zmiany są szersze, ale my odnosimy się jedynie do tych które dotyczą prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty w Polsce.

Zasadniczym celem zmian jest wygaszenie i uporządkowanie rozwiązań nadzwyczajnych, które zostały przyjęte w warunkach kryzysowych po 2022 r.

Nie mamy więc do czynienia z pojedynczym przepisem przejściowym, lecz z elementem szerszego procesu normalizacji systemu prawnego po okresie szczególnym.

Niemniej nie miejmy złudzeń, że projektowane zmiany rozwiązują w sposób kompleksowy wszystkie problemy związane z dalszym funkcjonowaniem lekarzy, którzy zostali dopuszczeni do zawodu w trybach uproszczonych.

Projekt ustawy przewiduje zachowanie skutków prawnych decyzji administracyjnych oraz uchwał wydanych na podstawie dotychczas obowiązujących przepisów. Oznacza to, że lekarze, którzy uzyskali warunkowe prawo wykonywania zawodu na podstawie uchylanego art. 61 ust. 1 ustawy pomocowej, nie tracą automatycznie swoich uprawnień z dniem uchylenia tego przepisu.

Z perspektywy prawnej kluczowy problem polega jednak na tym, że ustawodawca nie przesądza jednoznacznie dalszej ścieżki zawodowej tej grupy lekarzy. W szczególności:

  • nie określa terminów przejścia na pełne prawo wykonywania zawodu,
  • nie precyzuje warunków, jakie muszą zostać spełnione,
  • nie wskazuje konsekwencji braku dostosowania się do standardowego reżimu prawnego.

Jest to obszar wymagający dalszego doprecyzowania, aby zapewnić bezpieczeństwo prawne zarówno lekarzom, jak i organom stosującym prawo.

Zachowanie ważności dotychczasowych decyzji niewątpliwie rozwiązuje problem ciągłości wykonywania zawodu i zapobiega nagłemu wykluczeniu lekarzy z systemu ochrony zdrowia. Nie odpowiada jednak na kluczowe pytanie:

Jak długo i na jakich zasadach lekarze z warunkowym PWZ mają funkcjonować w systemie?

Brak jednoznacznych ram czasowych i proceduralnych może znowu prowadzić do rozbieżnych interpretacji przepisów, niejednolitej praktyki izb lekarskich oraz sporów administracyjnych i sądowych.

 

FacebookLinkedInEmailPrint

Odpowiedzialność pediatry – Analiza przypadku

Wszystkie przypadki związane z niepowodzeniami czy też błędami  medycznymi nie są przyjemne. Ale najtrudniejsze są te z udziałem dzieci. Dzisiejsza Analiza przypadku, przedstawi Wam właśnie taką sytuację. 

 

Wieczorem 23 listopada 2014 r. Małoletnia (czteromiesięczna dziewczynka) O. dostała wysokiej temperatury. Matka pacjentki myślała, że było to spowodowane ząbkowaniem, dlatego ojciec pacjentki kupił w aptece leki przeciwgorączkowe, po podaniu których gorączka zmalała. Nad ranem znów gorączka wzrosła. Około godz. 10.00 matka zauważyła, że córka jest cała mokra, gorąca i ma zimne ręce. Próbowała dodzwonić się do przychodni, ale nikt nie odbierał. Około godziny 10.50 rodzice udali się do przychodni w G. Pani w rejestracji powiedziała im, że lekarz pediatra ich nie przyjmie, bo jest zarejestrowanych dużo pacjentów. Matka zwróciła uwagę, że dziecko ma 4 miesiące i ma bardzo wysoką temperaturę. Rejestratorka skierowała matkę pacjentki bezpośrednio do lekarza pediatry, która przyjmowała w danym dniu, aby zapytać czy zostaną przyjęci. Doktor G. nie zgodziła się, gdyż na korytarzu oczekiwali inni pacjenci z trójką dzieci, które były zapisane na wizytę. Matka powiedziała lekarzowi jakie objawy ma ich dziecko, w tym, że ma wysoką temperaturę, jest blade i ma sine usta. Pediatra przekazała, że mają zarejestrować córkę na godziny popołudniowe i zbijać temperaturę tymi samymi lekami, które stosowali wcześniej. O godz. 11.23 matka zarejestrowała córkę na godz. 15.20. Ze względu na niepokojące objawy rodzice O. uznali jednak, że to dość długi czas i udali się do przychodni (…) na ul. (…) w G. Tam nie zostali przyjęci z uwagi na to, że O. nie należała do tej przychodni. Kazano im jechać do szpitala. W szpitalu, po zdjęciu dziecku czapki, matka zauważyła na twarzy i na klatce piersiowej wybroczyny – czerwono-sine kropki. O godz. 12.06 dziewczynką zajął się lekarz dyżurujący na oddziale dziecięcym. Dziecko trafiło do niego w stanie ciężkim. Po zbadaniu pacjentki, lekarz zadecydował o przyjęciu O. na Oddział. Podejrzewał u dziecka wystąpienie wstrząsu septycznego, który może towarzyszyć posocznicy i dlatego podjął decyzję o hospitalizacji. Po przyjęciu na oddział wdrożono leczenie – płynoterapię i antybiotykoterapię. Dziecko zostało zaintubowane przez anestezjologa. Małoletnia O. była w stanie ciężkim, a jej stan zdrowia się pogarszał. Anestezjolog podjął decyzję o przekazaniu dziecka do szpitala o wyższym stopniu referencyjności. W tym szpitalu O. była leczona od 24 listopada 2014 r. od godz. 14.52 do 25 listopada 2014 r. do godz. 13.15. Pomimo wielokierunkowego leczenia nie uzyskano poprawy stanu dziecka, stwierdzono cechy rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego i głębokiej kwasicy. W dniu 25 listopada 2014 r. o godz. 13.15 O. zmarła. Prokuratura Okręgowa oskarżyła lekarza pediatrę o to, że w dniu 24 listopada 2014 r. będąc zobowiązaną do wykonywania zawodu lekarza zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością, w tym do udzielania w stanach nagłych zachorowań świadczeniobiorcom spoza listy i z tego tytułu opieki nad pacjentem tej przychodni 4-miesięczną O., na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w ustalonych okolicznościach, po uzyskaniu wywiadu od matki o stanie jej zdrowia, dopuściła się błędu lekarskiego z zakresu etyki lekarskiej i dobrej praktyki pediatrycznej polegającego na tym, że bez przedmiotowego badania odmówiła niezwłocznego przyjęcia niemowlęcia będącego w stanie bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia, czym spowodowała opóźnienie zastosowania prawidłowej intensywnej terapii, co mogło być szansą na uratowanie dziecka. W toku procesu obrona wnioskowała o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłych z instytutu medycznego w Ł. Opinia sporządzona przez troje specjalistów w dziedzinie pediatrii wskazywała, że niezależnie od liczby osób już zarejestrowanych do poradni i oczekujących na wizytę, lekarz pediatra powinna zbadać dziewczynkę. Po wykonaniu badania z dużym prawdopodobieństwem zostałaby podjęta decyzja o konieczności hospitalizacji dziecka i przewiezieniu karetką pogotowia ratunkowego do szpitala. Zaniechanie wykonania badania lekarskiego u O. stanowi błąd medyczny decyzyjny. Nie można jednak uznać, że błąd ten spowodował narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ponieważ O. w relatywnie krótkim czasie od pobytu w (…) w G. (wg. zeznań matki około godz. 10.50, wg. wydruku rejestracji wizyty około godz. 11.23) znalazła się w szpitalu (przyjęcie do (…) Szpitala im. (…) w G. godzina 12.06). Brak jest zatem podstaw do przyjęcia, że takie – maksymalnie ok. godzinne – opóźnienie w hospitalizacji i leczeniu dziecka, znacząco zmniejszyło szansę pacjentki na przeżycie. Biegli nie stwierdzili jednoznacznie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy nieprawidłowym postępowaniem lekarza a zgonem dziecka. Posocznica o tak szybkim przebiegu, z towarzyszącym zespołem wykrzepiania wewnątrznaczyniowego, jest obarczona wysoką śmiertelnością, nawet przy prawidłowo i szybko udzielonej pomocy medycznej. Biegli podkreślili, że wysoka śmiertelność zwłaszcza niemowląt w wieku 3-12 miesięcy, najczęściej narażonych na posocznicę (sepsę) meningokową, nie pozwala jednak na jednoznaczne stwierdzenie, że zaniechanie badania było przynajmniej jedną z przyczyn zdynamizowania procesu chorobowego i w konsekwencji śmierci O. Piorunująco szybki rozwój choroby u małego niemowlęcia wskazuje, że ryzyko zgonu było a priori bardzo wysokie, a tym samym, być może nawet natychmiastowa intensywna terapia nie dawała gwarancji uratowania życia dziecka. Biegli przeanalizowali szczegółowo czas jaki mogłaby zyskać dziewczynka, gdyby świadczenie zdrowotne zostało jej udzielone w pierwszej przychodni, a nie dopiero na oddziale szpitalnym. Nawet gdyby pediatra zbadała dziewczynkę i niezwłocznie przystąpiła do leczenia sepsy, to ze względu na fakt, iż dziewczynka byłaby zdiagnozowana w przychodni ogólnej, musiałaby zostać przewieziona do oddziału szpitalnego celem wdrożenia antybiotykoterapii. Dla stwierdzenia obecności związku przyczynowo – skutkowego wymagane jest wykazanie jego prawdopodobieństwa, tj. związku przyczynowo – skutkowego graniczącego z pewnością. Tymczasem proces chorobowy, który dotyczył niemowlęcia O., przebiegał niezwykle szybko i był obarczony wysokim ryzykiem zgonu. Można przyjąć, że wcześniejsze (ok. 1 godz.) podanie antybiotyków i zastosowanie leczenia ogólnego dawało jakąś bliżej nieokreśloną szansę uratowania życia dziecka, nie sposób jednak stwierdzić jednoznacznie, jaka byłaby to szansa. W ocenie biegłych, byłaby to szansa niewielka. W takim stanie faktyczny wyrokiem z dnia 11 maja 2021 r. Sąd Rejonowy uniewinnił lekarkę od zarzucanego jej czynu. Sąd Okręgowy wyrokiem z dnia 10 grudnia 2021 r. wyrok sądu I instancji utrzymał w mocy. W przedmiotowej sprawie Sąd wziął pod uwagę, okoliczności jakie podnosiła obrona, pomimo obowiązku zbadania dziecka, brak takiego badania nie przyczynił się w sposób bezpośredni lub pośredni do śmierci dziecka, gdyż ze względu na skalę choroby nie można jednoznacznie stwierdzić, czy dziewczynka przeżyłaby, gdyby postawiono diagnozę już w pierwszej przychodni.

Sprawy prawne w medycynie rzadko są zero-jedynkowe.

Jeśli potrzebujecie spokojnej, merytorycznej konsultacji, zapraszamy do kontaktu:

📩 kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Istota wyników badania cytologicznego – Analiza przypadku

Dziś zapraszamy na  Analizę przypadku istotną z punktu widzenia lekarzy ginekologów.

 

Pacjentka w latach 2006-2012 leczyła się w ramach opieki komercyjnej u lekarza ginekologa. Wizyty miały charakter nieregularny i doraźny. Pierwsza wizyta pacjentki w gabinecie miała miejsce dnia 8 sierpnia 2006 r., kolejna w dniu 8 maja 2007 r. Podczas tej wizyty pacjentka odmówiła badania ginekologicznego wskazując, że zostało ono wykonane niedawno przez innego lekarza. Pacjentka przedłożyła wynik badania cytologicznego z kwietnia 2007 r., z którego wynikała (…) grupa wg Papanicolaou. Przedstawiła też wyniki badania USG/TV, na którym stwierdzono mięśniaka (…). Otrzymała leczenie i zalecenie następnej wizyty wraz z wynikami badań laboratoryjnych. Kolejna wizyta odbyła się 1 sierpnia 2007 r.

Podczas wizyty dnia 16 października 2007 r., zostało wyjaśnione, że pacjentka odstawiła zalecony lek ze względu na (kwestie prywatne). Po wykonaniu badania otrzymała leczenie przeciwzapalne oraz zalecenie wykonania badań laboratoryjnych z uwagi na brak ich wykonania mimo wcześniejszych zaleceń. Kolejna wizyta miała miejsce 18 listopada 2008 r. Wtedy też pacjentka dostarczyła wyniki badania cytologicznego z dnia 5 listopada 2008 r. z wynikiem (…) grupa wg Papanicolaou oraz wyniki badania USG/TV wykonanego przez innego lekarza stwierdzającego dalszą obecność mięśniaka. Zlecono hormonoterapię ze względu na plamienia. Kolejna wizyta miała miejsce w dniu 21 stycznia 2009 r. Wówczas pacjentka poinformowała lekarza, że nie toleruje hormonoterapii, więc lekarz przepisał inny lek.

22 października 2009 r. pacjentka dostarczyła wynik USG/TV, z którego wynikało, że doszło do ucisku mięśniaka na błonę śluzową macicy. Jako, że dopatrzono się u pacjentki cech anemii, pozwany zlecił leczenie krwiotwórcze.

Podczas wizyty w dniu 14 marca 2010 r., stwierdzono poprawę morfologii krwi, chociaż nadal widoczne były cechy anemii. Pacjentka skarżyła się na plamienia, względnie krwawienia, a w badaniu ginekologicznym stwierdzono progresję mięśniaka. Lekarz ginekolog stwierdził konieczność wykonania operacji ginekologicznej poprzedzonej badaniem cytologicznym oraz ewentualnym badaniem rezonansem magnetycznym. W dniu 14 lipca 2010 r., podczas kolejnej wizyty ujawniła lekarzowi fakt nieregularnych krwawień. Lekarz, po raz kolejny opisał procedurę leczenia operacyjnego mającego go na celu usunięcie mięśniaka oraz wydał powtórne skierowanie do badań laboratoryjnych, których pacjentka nie wykonała mimo wcześniejszych zaleceń. Zwrócił uwagę na możliwość wykonania rezonansu magnetycznego oraz na życzenie pacjentki pobrał materiał do badań cytologicznych.

Dnia 14 lipca 2010 r. poinformowano o możliwości odbioru wyników badania cytologicznego po tygodniu od dnia pobrania materiału do badań. Pobrany materiał został oddany do analizy podmiotu laboratoryjnego prowadzonego przez żonę lekarza, która sporządziła dokument opatrzony datą 15 lipca 2010 r. W wyniku badania stwierdzono: ,,obraz odpowiadający grupie (…) wg Papanicolaou. Komórki dysplastyczne małego i średniego stopnia. Wskazane dalsze badania. Niespecyficzna mikroflora-koki.”

W gabinecie prowadzonym przez pozwanego nie istniała procedura informowania pacjentów o złych wynikach badania cytologicznego w razie bierności pacjenta. Najczęściej o wyniku badania pacjentka była informowana podczas kolejnej wizyty. Wynik badania cytologicznego wykonanego u pacjentki został dołączony do jej kartoteki, gdyż nie odebrała tego wyniku. Nie zadzwoniła, aby dowiedzieć się czy i jaki jest wynik badania. Nie umówiła się na kolejną wizytę. Pacjentka nie poddała się też operacji celem usunięcia mięśniaków, ani nie wykonała zleconego przez ginekologa badania NMR.

Następna wizyta miała miejsce w dniu 20 grudnia 2011 r. Wtedy też wydano wyniki badania cytologicznego z dnia 14 lipca 2010 r. Podczas tej wizyty lekarz stwierdził krwawienie z dróg rodnych. Ponadto stwierdził cechy ciężkiej anemii i widoczne gorsze samopoczucie pacjentki.

Dalszemu leczeniu pacjentka została poddana w szpitalu, gdzie w dniu 3 stycznia 2012 r. wykonano u niej łyżeczkowanie jamy macicy i pobrano wycinki do badań. Dnia 4 stycznia na podstawie badania histopatologicznego rozpoznano raka płaskonabłonkowego. Hospitalizacja trwała w szpitalu od 18 stycznia 2012 r. do 27 stycznia 2012 r.

Dnia 19 stycznia 2012 r. przeprowadzono u pacjentki zabieg operacyjny histerektomii. Następnie otrzymała leczenie: chemio i radioterapię. W dniu 26 września 2012 r. zmarła. Przyczyną jej śmierci był nowotwór złośliwy szyjki macicy z przerzutami do innych narządów.

Mąż zmarłej pacjentki w pierwszej kolejności zawiadomił prokuraturę zgłaszając możliwość popełnienia przestępstwa. Prokuratura zarzuciła lekarzowi, że mając możliwość i obowiązek opieki nad swoją pacjentką, nieumyślnie naraził ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia w ten sposób, że zaniechał zalecenia w należytym terminie koniecznych badań diagnostycznych i czynności terapeutycznych z uwagi na zaniedbania jakich dopuścił się w zakresie sprawdzenia i ujawnienia wyniku badań cytologicznych. Sąd Karny w I i II instancji uniewinnił lekarza ginekologa od zarzucanego mu przestępstwa z art. 160 § 3 k.k. w związku z art. 160 § 1 k.k. czyli narażenie człowieka na niebezpieczeństwo.

W dalszej kolejności mąż zmarłej pacjentki zdecydował się wystąpić z powództwem cywilnym przeciwko lekarzowi domagając się 500 000 zł tytułem zadośćuczynienia za śmierć małżonki. Powód twierdził, że lekarz poprzez niezawiadomienie pacjentki o negatywnych wynikach cytologii przyczynił się do jej śmierci, zmniejszając szanse na wyleczenie nowotworu. W odpowiedzi na pozew lekarz i jego pełnomocnik podnieśli, że pacjentka nie pozostawałą pod stałą opieką medyczną pozwanego lekarza ponieważ jej wizyty były nieregularne i dzieliły je od siebie znaczne odstępy czasu. Dodatkowo w trakcie wizyt żona powoda dysponowała badaniami wykonywanymi przez innych lekarzy ginekologów oraz często odmawiała przeprowadzenia przez pozwanego badania ginekologicznego. Pozwany podniósł, że po pobraniu materiału do badań cytologicznych każda pacjentka jest obowiązkowo informowana o możliwości odbioru wyników po tygodniu, a w celu omówienia tych wyników i wdrożenia ewentualnego leczenia powinna zwrócić się do lekarza.

Jak zawsze przy sprawach medycznych został powołany biegły lekarz, który miał wydać opinię specjalistyczną wobec oceny zgromadzonego materiału dowodowego. Biegły ustalił, że po stronie pacjentki, a nie lekarza leżał obowiązek dopilnowania takich czynności, jak wykonanie zaleconych badań, odebranie wyniku wykonanego badania cytologicznego czy umówienie się na kolejną wizytę. Biegły ocenił, że nie było możliwości jednoznacznej oceny jakie było stadium zaawansowania nowotworu w dniu pobierania materiału do badania, a zatem czy zaistniałe opóźnienie miało istotne znaczenie dla rokowań chorej, w stopniu znaczącym pomniejszając rzeczywiste szanse terapeutyczne. Biegły podkreślił, że grupa (…) wg Papanicolaou nie oznacza choroby nowotworowej szyjki macicy. Taki stan kliniczny może poprzedzać rozwój raka, ale może również wycofać się bez istotnych trwałych skutków zdrowotnych. Sąd ustalił również, że pacjentka była ,,trudną’’ pacjentką, nie współpracującą. Odmawiała badania, odstawiała leki, wizyty były nieregularne. Gdyby pacjentka zdecydowała się na operację usunięcia mięśniaków mogłoby to wpłynąć na jej stan zdrowia. Wobec powyższych ustaleń sąd zdecydował się oddalić powództwo

Jeśli znajdujecie się w sytuacji, która budzi wątpliwości prawne lub wymaga podjęcia decyzji, zapraszamy do kontaktu. Nasza Kancelaria od lat wspiera lekarzy w sprawach zawodowych – pomożemy ocenić sytuację i zaplanować dalsze kroki.

📩 Kontakt: kancelaria@prawniklekarza.pl

FacebookLinkedInEmailPrint

Zgoda w leczeniu stomatologicznym – Analiza przypadku

W naszej praktyce często zdarza się, że lekarze dentyści nie tylko nie biorą zgody na piśmie na zabiegi tzw podwyższonego ryzyka, ale nawet kiedy je wezmę, bagatelizują obowiązek informowania pacjenta o  możliwych powikłaniach. Jest to nieprawidłowa praktyka, która może wiązać się z koniecznością  zapłaty odpowiedniego odszkodowania nawet w przypadku gdy lekarz nie popełni błędu medycznego. Zapraszamy na dzisiejszą Analizę przypadku, która zobrazuje właśnie taką sytuację 

 

Pani G.P. od dnia 7 listopada 1997 r. do dnia 8 czerwca 2004 r. leczyła się w gabinecie dentystycznym u lekarza stomatologa J.M. W dniu 30 kwietnia 2004 r. Pacjentka zgłosiła się do J.M. z powodu bólu zęba 27. Lekarz prawidłowo rozpoznał zapalenie miazgi II stopnia i w związku z tym podjął leczenie endodontyczne w celu uratowania go przed ekstrakcją. Podczas leczenia doszło do złamania instrumentów oraz perforacji dna komory i ściany, a kanał w korzeniu bliższym policzkowym nie został odnaleziony. Ząb 27 po takim leczeniu nie nadawał się do pokrycia koroną mostu. Po zakończeniu leczenia u lekarza J.M. Pani G.P. miała założony most protetyczny tymczasowy na zębach 25 i 27 z uzupełnieniem brakujących zębów 24 i 26. Według stanu na dzień 16 lipca 2013 r. stwierdzono, że ząb 27 nie nadawał się jako filar mostu protetycznego i został zakwalifikowany do ekstrakcji.

Lekarz J.M. w 1998 r. leczył endodontycznie także ząb 44. W trakcie zabiegu doszło do złamania instrumentu, co nie stanowiło błędu lekarskiego, a wyłącznie powikłania leczenia. J.M. wypełnił kanał jedynie pastą uszczelniającą, nie podjął próby natychmiastowego usunięcia złamanego fragmentu przez kanał korzeniowy lub nie skierował Pacjentki na tym etapie do specjalisty, nie zalecił wizyt kontrolnych pomimo wystąpienia jatrogennego powikłania. Konsekwencją złamania instrumentu była konieczność wykonania resekcji wierzchołka zęba, która była wykonywana w 2002 r. już nie przez J.M., a która także zakończyła się niepowodzeniem. Następnie w 2004 r. ząb był ponownie bezskutecznie leczony kanałowo przez lekarza stomatologa M.W. (3). W konsekwencji ząb trzeba było usunąć, co zostało wykonane w 2006 r. Wykonywane przez lekarza stomatologa J.M. leczenie endodontyczne zębów 27 i 44 stanowiło próbę ich zachowania w jamie ustnej Pacjentki. Alternatywą leczenia endodontycznego tych zębów była ich ekstrakcja.

Od dnia 22 kwietnia 2004 r. do 10 maja 2007 r. Pacjentka leczyła się w przychodni dentystycznej u lekarza stomatologa M.W. , między innymi w 2004 r. w celu leczenia kanałowego zęba 44, który następnie w 2006 r. wobec niepowodzenia leczenia został usunięty, a także w celu leczenia kanałowego zęba 27, zakończonego usunięciem korzenia mezjalnego i usunięciem dwóch narzędzi kanałowych znajdujących się w kanale korzeniowym zęba 27. Za leczenie zęba 27 przez lekarza M.W. Pacjentka  zapłaciła łącznie 1.390 zł.

Pani G.P. od dnia 23 stycznia 2008 r. do dnia 30 września 2009 r. leczyła się w przychodni dentystycznej u lekarzy stomatologów T.S. i A.S. Lekarz T.S. oszacował koszt leczenia protetycznego – mostu metalowo- porcelanowego na odcinku 35-37 w wysokości 1.800 zł. Od dnia 17 sierpnia 2009 r. do dnia 16 września 2011 r. Pacjentka leczyła się w przychodni dentystycznej u lekarza stomatologa B.B. Pacjentka w dniach 7 lipca 2004 r., 21 grudnia 2007 r. i 18 stycznia 2008 r. konsultowała się także w gabinecie stomatologicznym lekarza H.K.Obecnie Pani G.P. nie posiada zębów 44-48, 36-37, 24-27

W związku z leczeniem prowadzonym przez dentystę J.M., Pani G.P. złożyła powództwo przeciwko ubezpieczycielowi lekarza, zarzucając nieprawidłowości w leczeniu zębów 27, 35, 36, 44 i 48, przy czym leczenie zębów 27, 44 i 48 powódka wiązała także z utratą mostu protetycznego na odcinku 44-48 oraz 24-27. Z tego tytułu złożyła w sumie roszczenie o wypłatę 54 650,00 zł tytułem odszkodowania oraz 22 000,00 zł tytułem zadośćuczynienia. Po przperowadoznym postępowaniu sądowym, Sąd I instancji oddalił powództwo w całości nie uznając nieprawidłowości w postępowaniu lekarza J.M.

Nie zgadzając się z takim stanowiskiem, Pani G.P. złożyła apelację.

Sprawa była rozpatrywana przez Sąd Apelacyjny, który uznał roszczenie częściowo za zasadne w części, w której Pacjentka kwestionowała oddalenie jej żądań związanych z leczeniem zęba nr 27.

Jak ustalił Sąd u Pani G.P. lekarz J.M. „nie dopełnił obowiązku pouczenia o ryzyku, z jakim wiąże się podjęcie leczenia endodontycznego tego zęba przed przestąpieniem do takiej właśnie terapii w kwietniu 2004 r. i nie uzyskał pisemnej zgody powódki na takie leczenie, co w świetle wymogu ustawowego z art. 31 ust. 1 i art. 34 ust. 1 i 2 ustawy z 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty) przesądzało o bezprawności działania lekarza. Niezależnie zatem od kwestii, czy niepowodzenie przedmiotowego leczenia było wynikiem błędu w sztuce medycznej (jak twierdzi apelująca), czy też niezawinionych przez J.M. powikłań (jak przyjął Sąd pierwszej instancji), negatywne skutki leczenia obciążają lekarza dentystę”

W tym stanie faktycznym Sąd zasądził na rzecz pacjentki G.P. kwotę 7800,00 zł tytułem odszkodowania.

Sprawy dotyczące zgody poinformowanej często wydają się „formalnością” – do momentu, gdy stają się przedmiotem postępowania. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji lub potrzebujecie wsparcia w ocenie swojej sprawy, zapraszamy do kontaktu z naszą Kancelarią. Najle

FacebookLinkedInEmailPrint

Strona 1 z 55

KONTAKT

Kancelaria Adwokacko-Radcowska
"Podsiadły-Gęsikowska, Powierża" Sp. p.

ul. Filtrowa 61/3
02-056 Warszawa

+48 22 628 64 94
+48 600 322 901

kancelaria@prawniklekarza.pl

REGON: 369204260 NIP: 7010795766

AEKSANDRA POWIERŻA

+48 604 077 322
aleksandra.powierza@prawniklekarza.pl

KAROLINA PODSIADŁY-GĘSIKOWSKA

+48 735 922 156
karolina.podsiadly@prawniklekarza.pl